Zakopywali starożytne posągi pod podłogami muzeów. Złoto ukrywali w bankowych skarbcach. Skrzynie z zabytkami trafiały do jaskiń i skalnych kryjówek. Wszystko po to, aby przed wkroczeniem wojsk okupacyjnych z muzealnych sal zniknęło to, czego Grecja nie mogłaby już nigdy odzyskać.
28 października 1940 roku Włochy zaatakowały Grecję. Niemal natychmiast rozpoczęła się również inna, znacznie mniej znana operacja – ratowanie bezcennych zabytków.
Greccy archeolodzy wiedzieli, że muzea mogą zostać zbombardowane, a ich zbiory zniszczone lub zrabowane. 11 listopada wydano specjalne instrukcje dotyczące zabezpieczenia muzeów przed nalotami. W całym kraju rozpoczęto przenoszenie i ukrywanie eksponatów.
Czasu było niewiele. Trzeba było zdecydować, co można przewieźć, co ukryć w schronach i piwnicach, a co – ze względu na rozmiary i ciężar – zabezpieczyć na miejscu. Pracowali archeolodzy, konserwatorzy, technicy i pracownicy muzeów. Zabytki znikały z sal jeden po drugim.
Niektóre eksponaty trafiły do skrzyń i podziemnych schronów. Inne zakopano, otoczono workami z piaskiem albo przewieziono do bezpieczniejszych kryjówek. Najcenniejsze niewielkie przedmioty powierzano nawet bankowym skarbcom.
Kiedy w kwietniu 1941 roku wojska niemieckie wkroczyły do Aten, sale wielu muzeów wyglądały zupełnie inaczej niż kilka miesięcy wcześniej. Greckie skarby zniknęły – ale właśnie o to chodziło.
Nie wystarczyło zamknąć muzealnych drzwi. Trzeba było opróżnić sale, zdjąć zabytki z postumentów, zapakować tysiące przedmiotów i znaleźć miejsca, w których mogły przetrwać bombardowania, okupację i ewentualne grabieże.
Nie była to spontaniczna akcja kilku archeologów. 11 listopada 1940 roku Dyrekcja Archeologii greckiego Ministerstwa Edukacji wydała szczegółowe instrukcje dotyczące ochrony muzealnych zbiorów. W całym kraju powoływano specjalne komisje odpowiedzialne za ukrycie i zabezpieczenie zabytków, a ich działania koordynował archeolog Georgios Oikonomos.
W Atenach do pracy przystąpili archeolodzy, konserwatorzy, muzealni rzemieślnicy i strażnicy, ale pomagali im również wolontariusze i członkowie rodzin pracowników. Jedną z osób kierujących akcją była archeolożka Semni Karouzou. Po latach wspominała, że ludzie odpowiedzialni za zabezpieczanie zbiorów przychodzili do muzeum bardzo wcześnie, jeszcze przed zachodem księżyca, a do domów wracali dopiero nocą. Prace trwały przez sześć miesięcy.
Nie oznacza to więc, że zabytki potajemnie wynoszono wyłącznie pod osłoną nocy. Pracowano od świtu do późnych godzin, ponieważ czasu było coraz mniej. Kiedy jedni walczyli na froncie, w muzeach trwała zupełnie inna walka z czasem.
Największym wyzwaniem były monumentalne rzeźby. W podłogach sal Narodowego Muzeum Archeologicznego wykopano ogromne doły. Marmurowe posągi zdejmowano z postumentów, przeciągano przy pomocy lin, łańcuchów i bloczków, a następnie ostrożnie opuszczano pod ziemię. Pracami robotników kierował doświadczony rzeźbiarz Andreas Panagiotakis.
Inne zabytki pakowano do skrzyń. Trzydzieści pięć z nich trafiło do jaskini Enneakrounos, kolejne dwadzieścia dwie do skalnych pomieszczeń na wzgórzu Filopapposa, znanych jako Więzienie Sokratesa. Złote przedmioty przewieziono do podziemi Banku Grecji. Część kolekcji zabezpieczono w piwnicach nowego skrzydła muzeum i przykryto warstwą piasku sięgającą nawet 3–4 metrów.
I wszystko musiało być gotowe, zanim będzie za późno.
Kiedy w kwietniu 1941 roku wojska niemieckie wkroczyły do Aten, operacja była zakończona. W miejscu, w którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej stały jedne z największych skarbów starożytnej Grecji, pozostały puste gabloty, puste postumenty i niemal puste sale.
Zakopanie posągu, zamurowanie wejścia do magazynu czy przewiezienie skrzyń do kryjówki nie kończyło akcji ratowania zabytków. W pewnym sensie dopiero ją rozpoczynało.
Wojna trwała latami. Grecja znalazła się pod okupacją, a jej mieszkańcy mierzyli się z terrorem, głodem, egzekucjami, braniem zakładników i represjami. W takich warunkach archeolodzy i pracownicy muzeów mieli nadal chronić miejsca, w których ukryto najcenniejsze zabytki.
Okupanci wiedzieli, że przed ich nadejściem greckie muzea zostały opróżnione. Próbowali więc doprowadzić do ponownego udostępnienia zbiorów. W Atenach naciskano na otwarcie Narodowego Muzeum Archeologicznego. Powstała nawet lista 103 rzeźb, które miały wrócić na ekspozycję. Znalazły się na niej jedne z największych skarbów muzeum, m.in. Bóg z Artemizjonu, Efeb z Antykithiry i Efeb z Maratonu. Żądania nie zostały spełnione.
Nie wszędzie można było jednak po prostu powiedzieć „nie”. Ludzie odpowiedzialni za zbiory działali pod presją okupacyjnych władz i wojska, a odmowa mogła mieć bardzo poważne konsekwencje. Na Krecie Nikolaos Platon nie chciał wydać Niemcom oryginalnych zabytków przechowywanych w Heraklionie. Według wspomnień jego syna grożono mu nawet egzekucją. Ostatecznie przekonał okupantów, aby zamiast oryginałów przyjęli kopie wykonane przez muzealnych specjalistów.
Bywało jednak inaczej. W Knossos niemiecki generał Julius Ringel wielokrotnie domagał się kluczy do Muzeum Stratygraficznego. Początkowo mu odmawiano, ale ostatecznie uzyskał dostęp. To dobrze pokazuje, jak nierówna była ta walka. Po jednej stronie znajdowali się archeolodzy i pracownicy muzeów, po drugiej – przedstawiciele władzy okupacyjnej, za którymi stała siła wojska.
Dochodziło również do kradzieży i nielegalnych wykopalisk. Jednocześnie nie każda historia wyglądała tak samo i nie każdy Niemiec związany z archeologią zachowywał się w ten sam sposób. Zdarzały się negocjacje, kompromisy, a nawet przypadki przekazywania znalezionych zabytków greckim archeologom. Wojenne losy greckich zbiorów nie dają się więc zamknąć w prostym obrazie dwóch jednolitych stron.
Najważniejsze jest coś innego. Ludzie, którzy jesienią 1940 roku ukrywali zabytki, nie mogli wiedzieć, jak długo będą musieli ich strzec. Nie wystarczyło zachować tajemnicy przez kilka dni czy tygodni. Trzeba było robić to przez kolejne lata – żyjąc jednocześnie w rzeczywistości okupowanego kraju.
Ukryć posąg można było w kilka dni. Chronić jego kryjówkę trzeba było przez lata.
Nie wszędzie ta historia potoczyła się tak samo. Wyruszmy więc śladami zabytków i ludzi, którzy próbowali je ocalić – od Aten i Delf po Kretę i greckie wyspy.