28 września 2026

Guanczowie Teneryfa

Guanczowie – kim byli dawni mieszkańcy Teneryfy?

Zanim na Teneryfie pojawili się Hiszpanie, wyspa miała swoich mieszkańców, władców, wierzenia i własny sposób życia. Guanczowie mieszkali w jaskiniach, hodowali kozy i owce, mumifikowali zmarłych, pozostawiali znaki wyryte w skałach i podzielili wyspę na dziewięć królestw zwanych menceyatami. Nad ich światem czuwał Achamán, a z Teide – Echeyde – związane były opowieści o potężnym Guayocie.

 

Ale skąd Guanczowie właściwie przybyli na Teneryfę? Jak znaleźli się na wyspie, skoro w chwili przybycia Europejczyków nie posługiwali się łodziami pozwalającymi swobodnie podróżować między wyspami? Jak wyglądali, co jedli, w co wierzyli i dlaczego tak wiele wiemy o ich zmarłych, a wciąż tak niewiele o niektórych elementach ich wierzeń?

 

I najważniejsze – czy Guanczowie naprawdę zniknęli po podboju Teneryfy?

Spróbujmy poznać ludzi, których ślady podczas zwiedzania wyspy będziemy odnajdywać znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać.

🌊 Jak Guanczowie znaleźli się na Teneryfie?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw spojrzeć na mapę. Teneryfa leży ponad 300 kilometrów od wybrzeży Afryki. Ktoś musiał więc tutaj przypłynąć. Guanczowie nie byli ludnością, która „od zawsze” mieszkała na wyspie – ich przodkowie przybyli z północnej Afryki, a współczesne badania DNA potwierdzają ich bliskie związki z dawnymi populacjami tego regionu, zwłaszcza ze światem Amazighów, dawniej nazywanych Berberami.

 

Kiedy to się wydarzyło? Tutaj odpowiedź nie jest już tak prosta. Datowanie najstarszego osadnictwa na Wyspach Kanaryjskich wciąż jest przedmiotem badań. Muzeum Przyrody i Archeologii (MUNA) w Santa Cruz de Tenerife, które zajmuje się m.in. badaniem i ochroną archeologicznego dziedzictwa wyspy, zwraca uwagę, że proces zasiedlania archipelagu mógł obejmować kilka etapów. Natomiast współczesne datowania radiowęglowe wskazują, że trwałe zasiedlenie Wysp Kanaryjskich nastąpiło najprawdopodobniej w pierwszych stuleciach naszej ery. Duże badanie genomów dawnych mieszkańców archipelagu opublikowane w 2023 roku wskazuje na kolonizację około III wieku n.e.

 

Nie wiemy również, dlaczego opuścili Afrykę. Mogły zadziałać różne czynniki: poszukiwanie nowych terenów i zasobów, ale również przemiany zachodzące w Afryce Północnej pod wpływem świata punickiego i rzymskiego. MUNA wskazuje te możliwości, ale żadnej z nich nie możemy dziś przedstawić jako jednej pewnej przyczyny migracji.

 

Najciekawsze pytanie brzmi jednak: jak dopłynęli?

 

Musieli dysponować łodziami albo skorzystać z pomocy ludzi, którzy je posiadali. Podróż przez Atlantyk nie była czymś, co można było odbyć przypadkiem wraz z całym wyposażeniem potrzebnym do założenia trwałej osady. Pierwsi mieszkańcy przywieźli ze sobą zwierzęta gospodarskie, nasiona i wiedzę potrzebną do rozpoczęcia życia na wyspach. Jedna z rozważanych przez badaczy hipotez zakłada nawet udział śródziemnomorskich żeglarzy w procesie zasiedlania archipelagu. Nie wiemy jednak, kto dokładnie zorganizował te przeprawy ani jak wyglądały statki, które dotarły do Teneryfy.

 

I właśnie tutaj historia robi się naprawdę zagadkowa.

 

Kiedy Europejczycy dotarli na Teneryfę wiele stuleci później, Guanczowie nie byli już społecznością żeglarską. Co więcej, badania genetyczne pokazują, że po zasiedleniu archipelagu kontakty pomiędzy mieszkańcami poszczególnych wysp były bardzo ograniczone. Populacje rozwijały się w dużej mierze osobno, a pomiędzy wschodnimi i zachodnimi wyspami pojawiły się wyraźne różnice genetyczne.

 

💡 I tu pojawia się jedna z największych zagadek Guanczów: ich przodkowie musieli pokonać ocean, żeby dostać się na Teneryfę, a ich potomkowie utracili umiejętność – albo potrzebę – odbywania takich podróży.

 

Dlaczego? Być może pierwszych osadników ktoś na wyspy przywiózł, a oni sami nigdy nie dysponowali technologią budowania dużych jednostek. Być może umiejętności żeglarskie zanikły wraz z kolejnymi pokoleniami. Brakowało też niektórych surowców i warunków sprzyjających budowie większych łodzi. Na razie nie mamy odpowiedzi, która zamykałaby tę zagadkę.

 

Ale mamy jej skutek: przez wiele pokoleń Teneryfa stała się dla Guanczów całym światem. I właśnie w tej izolacji zaczęła rozwijać się kultura, którą zastali Europejczycy pod koniec średniowiecza.

 

👉 A skoro podobni osadnicy dotarli również na pozostałe Wyspy Kanaryjskie, pojawia się następne pytanie: czy Majos z Lanzarote i Guanczowie z Teneryfy byli właściwie tym samym ludem?

🏝️ Guanczowie, Majos i inni – jedna historia czy różne ludy?

Guanczowie na Teneryfie, Majos na Lanzarote i Fuerteventurze, Canarios na Gran Canarii, Benahoaritas na La Palmie, Gomeros na La Gomerze i Bimbaches na El Hierro. Każda z wysp miała własną społeczność i własną nazwę jej mieszkańców. Dlatego określanie wszystkich rdzennych mieszkańców Wysp Kanaryjskich mianem „Guanczów”, choć bardzo rozpowszechnione, nie jest precyzyjne – Guanczowie byli mieszkańcami Teneryfy.

 

Czy byli więc zupełnie różnymi ludami? Nie. Wszystkie te społeczności łączyły korzenie sięgające Afryki Północnej. Potwierdzają to zarówno znaleziska archeologiczne i ślady językowe, jak i współczesne badania DNA. Ich przodkowie byli związani z dawnymi populacjami Amazighów, nazywanych dawniej Berberami.

 

Wspólne pochodzenie widać również w sposobie życia. Na różnych wyspach hodowano kozy i owce, wykorzystywano skóry zwierząt, lepiono naczynia bez koła garncarskiego, mielono ziarno, korzystano z jaskiń, wykonywano narzędzia z kamienia i kości oraz pozostawiano ryty naskalne. Jeśli znasz już historię Majos z Lanzarote, wiele elementów życia Guanczów może więc wydać Ci się znajomych.

 

Ale ocean stopniowo ich rozdzielał. Badania genetyczne dawnych mieszkańców archipelagu wskazują, że po zasiedleniu wysp przepływ ludzi pomiędzy nimi był bardzo ograniczony. Społeczności rozwijały się więc przez stulecia w dużej mierze niezależnie, dostosowując sposób życia do warunków panujących na konkretnej wyspie. Z czasem pojawiały się różnice w kulturze, organizacji społecznej, obrzędach, ceramice, a nawet w genetycznym obrazie poszczególnych populacji.

 

Kiedy pod koniec XV wieku rozpoczął się jej podbój, Guanczowie nie tworzyli nawet jednego wspólnego państwa. Wyspa była podzielona na dziewięć menceyatów, rządzonych przez menceyów. Na Lanzarote czy Fuerteventurze organizacja społeczeństwa wyglądała inaczej.

 

💡 Można więc powiedzieć, że Majos i Guanczowie byli dalekimi krewnymi. Ich przodkowie wywodzili się z tego samego północnoafrykańskiego świata, ale kolejne pokolenia dorastały już na różnych wyspach. Atlantyk sprawił, że wspólna historia zaczęła rozchodzić się na kilka osobnych dróg.

 

I jest w tym pewien paradoks. Dziś prom z Teneryfy na La Gomerę płynie mniej więcej 50 minut. Dla dawnych mieszkańców tych wysp kilkadziesiąt kilometrów oceanu mogło oznaczać granicę między dwoma światami.

👤 Jak wyglądali Guanczowie?

Kiedy dziś przedstawia się Guanczów, często widzimy wysokich, jasnowłosych ludzi o jasnej skórze i niebieskich oczach. Taki wizerunek nie wziął się zupełnie znikąd – dawni europejscy autorzy rzeczywiście wspominali wśród mieszkańców Wysp Kanaryjskich osoby o jasnej karnacji, włosach i oczach. Problem zaczyna się wtedy, gdy z tego opisu tworzymy wygląd typowego Guancza.

 

Guanczowie nie wyglądali jednak wszyscy jednakowo. Badania szczątków z Teneryfy pokazują zróżnicowaną populację, co dobrze pasuje do jej północnoafrykańskiego pochodzenia. Dlatego zamiast wyobrażać sobie jeden „typ guanczowski”, lepiej pomyśleć o ludziach różniących się budową ciała i cechami wyglądu. Dawne próby dzielenia ich na sztywne „typy rasowe” zostały w dużej mierze zarzucone przez współczesną bioantropologię.

 

Jedną rzecz możemy natomiast zmierzyć całkiem dokładnie – wzrost. Badania prowadzone przez Instituto Canario de Bioantropología wskazują, że mężczyźni mieli średnio około 171 cm, a kobiety około 160 cm. Nie byli więc olbrzymami, jak czasem sugerują popularne opowieści. Oczywiście zdarzali się ludzie wyżsi: wśród przebadanych szczątków znajdują się mężczyźni mierzący około 175–176 cm.

 

Ich wygląd zmieniało również życie. Guanczowie dużo chodzili po stromym, wulkanicznym terenie i zajmowali się między innymi pasterstwem. Badania szkieletów pozwalają dziś odtworzyć nie tylko wzrost, ale także budowę ciała, obciążenia wynikające z codziennej aktywności, urazy czy stan zdrowia. Co ciekawe, MUNA ocenia, że jako populacja byli dobrze przystosowani do środowiska Teneryfy i generalnie nie wykazywali oznak poważnego niedożywienia.

 

Nie chodzili też ubrani w fantazyjne „stroje jaskiniowców”, które czasem pojawiają się na współczesnych ilustracjach. Podstawowym materiałem były skóry zwierzęce, przede wszystkim kozie. Odpowiednio je przygotowywano, cięto i zszywano. Jednym z charakterystycznych okryć był tamarco – rodzaj skórzanego płaszcza. Znane były również skórzane osłony nóg oraz obuwie.

 

💡 A co z blond Guanczami?

Najbezpieczniej powiedzieć: tak, wśród Guanczów występowały osoby o jasnych włosach i jasnych oczach, ale nie oznacza to, że wszyscy – ani nawet większość – tak wyglądała. To szczególnie ważne, bo przez wiele lat jasnowłosych Guanczów wykorzystywano jako argument w rozmaitych teoriach o ich europejskim pochodzeniu. Dzisiejsze badania genetyczne wskazują jednak jednoznacznie, że zasadnicze korzenie tej ludności prowadzą do północno-zachodniej Afryki.

🏠 Dlaczego mieszkali w jaskiniach?

Kiedy słyszymy, że Guanczowie mieszkali w jaskiniach, łatwo wyobrazić ich sobie jako ludzi prowadzących bardzo prymitywne życie. Tymczasem na Teneryfie jaskinia była po prostu bardzo praktycznym domem. Wulkaniczna wyspa oferowała tysiące naturalnych zagłębień i grot, szczególnie w ścianach wąwozów i nadmorskich urwisk. Zamiast budować schronienie od podstaw, można było wykorzystać to, które stworzyła natura.

 

Nie wybierano jednak przypadkowej dziury w skale. Liczyła się wielkość jaskini, łatwość dostępu oraz bliskość wody i pastwisk. To ostatnie było szczególnie ważne dla społeczności, której życie w dużym stopniu opierało się na hodowli zwierząt. Osadnictwo koncentrowało się przede wszystkim w strefie wybrzeża i średnich wysokości, a wiele jaskiń mieszkalnych znajdowało się w skalnych ścianach wąwozów.

 

Jaskinia miała jeszcze jedną ogromną zaletę: skała chroniła przed słońcem, deszczem i wiatrem, a wewnątrz panowała bardziej stabilna temperatura niż na zewnątrz. Wystarczyło więc odpowiednio zagospodarować jej wnętrze. Archeolodzy znajdują w takich miejscach paleniska, fragmenty ceramiki, kamienne narzędzia, kości zwierząt i pozostałości po przygotowywaniu żywności. Niektóre groty służyły jednocześnie ludziom i zwierzętom – niedawne badania Cueva de Los Cabezazos w Tegueste wskazują, że część jaskini mogła pełnić funkcję mieszkalną, a część być zagrodą.

 

Nie oznacza to jednak, że wszyscy Guanczowie zawsze mieszkali wyłącznie w jaskiniach. Archeologia zna również pozostałości niewielkich chat. Budowano je z kamieni układanych bez zaprawy, a dach wykonywano z drewna i gałęzi. Na Teneryfie takich śladów zachowało się jednak znacznie mniej, dlatego to właśnie jaskinia stała się najbardziej charakterystycznym obrazem guanczowskiego domu.

 

Co ciekawe, nie każda jaskinia była domem. Jedne służyły do mieszkania, inne jako miejsca związane z hodowlą i przechowywaniem, a jeszcze inne przeznaczano dla zmarłych. Archeolodzy znajdują całe zespoły, w których obok jaskiń mieszkalnych występują osobne jaskinie grobowe. W El Calabazo rozpoznano na przykład siedem przestrzeni mieszkalnych i dwie sepulkralne.

 

💡 Czy w jaskini było ciemno i pusto?

Niekoniecznie. Najwięcej codziennego życia prawdopodobnie koncentrowało się przy wejściu i przed jaskinią, gdzie docierało światło i można było wykonywać zwykłe prace. W środku przechowywano potrzebne przedmioty, żywność i skóry, przygotowywano posłania, a ogień dawał ciepło i pozwalał przygotować jedzenie. MUNA, rekonstruując życie w guanczowskim domu, zwraca uwagę właśnie na podział przestrzeni według wykonywanych czynności oraz znaczenie domowego paleniska.

🔥 Jak wyglądał zwykły dzień Guancza?

Nie znamy rozkładu dnia konkretnego Guancza, ale archeologia pozwala całkiem dobrze odtworzyć jego codzienność. I raczej nie przypominała ona życia człowieka, który większość czasu spędzał w jaskini. Duża część dnia toczyła się na zewnątrz – przy zwierzętach, na pastwiskach, przy uprawach i wokół domowego ogniska. MUNA wskazuje, że wiele codziennych czynności wykonywano właśnie w pobliżu miejsca zamieszkania, a nie w jego najciemniejszym wnętrzu.

 

Dla wielu Guanczów dzień oznaczał przede wszystkim opiekę nad stadami kóz i owiec. Hodowla była podstawą ich gospodarki. Zwierzęta dawały mleko, mięso, skóry i kości, z których wykonywano narzędzia. Pasterze przemieszczali stada pomiędzy pastwiskami, a część tych wędrówek miała charakter sezonowy – latem zwierzęta można było prowadzić również wysoko w góry, w okolice Las Cañadas.

 

Nie wszyscy jednak zajmowali się tym samym. Na żyźniejszej północy większe znaczenie miały uprawa zbóż i zbieranie dzikich roślin, podczas gdy na suchszym południu silniej dominowało pasterstwo. Trzeba było zebrać plony, przygotować żywność, przynieść wodę, obrabiać skóry, naprawiać narzędzia i wykonywać przedmioty potrzebne rodzinie.

 

Jednym z takich przedmiotów mogło być gliniane naczynie. Guanczowie nie używali koła garncarskiego. Naczynia formowano ręcznie, wygładzano przy pomocy prostych narzędzi z kamienia, drewna lub kości, a następnie wypalano w ogniu. Służyły między innymi do przechowywania i przygotowywania jedzenia oraz do dojenia zwierząt.

 

Ważnym miejscem było palenisko. Ogień pozwalał przygotować jedzenie, ogrzać się w chłodniejsze dni i oświetlić przestrzeń po zmroku. I tutaj mamy świetny szczegół: wiemy nawet, jak Guanczowie potrafili rozpalać ogień. Pocierali szybko drewniany patyk o odpowiednio przygotowany kawałek miększego drewna, aż powstał żar. To nie tylko opis dawnych kronikarzy – archeolodzy znaleźli na Teneryfie drewniane elementy ze śladami takiego tarcia i nadpalenia.

 

Przy ogniu można było również przygotować jeden z najważniejszych produktów żywnościowych – gofio. Ziarno, przede wszystkim jęczmień, prażono, a następnie mielono w kamiennych żarnach. Otrzymaną mąkę mieszano między innymi z wodą, mlekiem lub tłuszczem. MUNA do dziś wykorzystuje mielenie gofio na kamiennych żarnach, pokazując, jak wyglądały domowe zajęcia Guanczów.

💡 Czy wszyscy Guanczowie żyli tak samo?

Nie. I to warto mocno podkreślić. Inaczej mógł wyglądać dzień pasterza na suchym południu Teneryfy, inaczej mieszkańca żyźniejszej północy, inaczej osoby należącej do elity. Badania diety pokazują nawet różnice pomiędzy północą a południem oraz pomiędzy grupami społecznymi.

 

Dlatego zamiast wyobrażać sobie „typowy dzień Guancza”, spróbuj wyobrazić sobie poranek w jednej z jaskiń Teneryfy kilkaset lat temu. Ktoś wyprowadza kozy, ktoś rozpala ogień, ktoś mieli prażony jęczmień pomiędzy kamieniami, przygotowuje skóry albo gliniane naczynie. Dzieci obserwują dorosłych i uczą się czynności, od których za kilka lat będzie zależało ich własne życie.

 

Nie było sklepów, metalowych narzędzi ani przedmiotów przywożonych z sąsiedniej wyspy. Niemal wszystko, czego potrzebowali, musieli znaleźć, wyhodować albo wykonać z tego, co dawała im Teneryfa.

 

I chyba właśnie to najlepiej pokazuje codzienność Guanczów: wyspa nie była tylko miejscem, w którym mieszkali. Była ich spiżarnią, warsztatem i domem.

🐐 Co jedli i skąd brali żywność?

Podstawą życia Guanczów były zwierzęta, które ich przodkowie przywieźli na Teneryfę – przede wszystkim kozy, owce i świnie. Dostarczały nie tylko mięsa, ale przede wszystkim mleka i jego przetworów. Badania kości i szczątków ludzkich pokazują, że produkty pochodzenia zwierzęcego odgrywały w diecie Guanczów bardzo dużą rolę.

 

Szczególnie cenna była koza. Dobrze radziła sobie na stromych i suchych terenach, mogła korzystać z roślinności niedostępnej dla człowieka, a przy tym dawała mleko, mięso, skórę, kości i rogi. Stada przemieszczano w poszukiwaniu pastwisk – latem pasterze docierali z nimi również wysoko, w okolice Las Cañadas. Dlatego ślady obecności Guanczów znajdujemy nie tylko w pobliżu wybrzeża, ale także w górach.

 

Ale Guanczowie nie żyli wyłącznie mięsem i mlekiem. Uprawiali ziemię. Znaleziska archeologiczne potwierdzają przede wszystkim jęczmień, a także inne rośliny uprawne. Tutaj źródła pisane nie zawsze są zgodne – XVI-wieczny Alonso de Espinosa twierdził, że na Teneryfie w jego czasach uprawiano jęczmień i bób, natomiast inne przekazy wspominają również pszenicę i groch. Współczesne badania archeobotaniczne pokazują, że pierwsi mieszkańcy Kanarów przywieźli z Afryki Północnej cały zestaw roślin uprawnych, ale w izolowanych społecznościach poszczególnych wysp część z nich z czasem zanikała.

 

Z jęczmienia przygotowywano produkt, który na Wyspach Kanaryjskich jada się do dzisiaj – gofio. Ziarno prażono, a następnie mielono w kamiennych żarnach. Powstałą mąkę można było mieszać z wodą, mlekiem lub tłuszczem. Dla Guanczów było to jedno z podstawowych i łatwych do przechowywania źródeł pożywienia.

 

💡 Gofio, które zobaczysz dziś w kanaryjskim sklepie czy restauracji, ma więc korzenie sięgające czasów przed podbojem wysp. Zmieniły się składniki i sposoby podawania, ale sama idea prażenia ziarna i mielenia go na mąkę przetrwała setki lat.

Teneryfa dawała również żywność, której nie trzeba było uprawiać. Zbierano dzikie owoce, nasiona i korzenie. MUNA wymienia między innymi owoce mocánu, bicácaro, korzenie paproci czy nasiona sosny kanaryjskiej. Z owoców mocánu przygotowywano nawet słodki produkt nazywany chacerquén, przypominający rodzaj syropu lub „miodu”. Znane były również figi i daktyle.

 

A skoro mieszkali na wyspie otoczonej Atlantykiem, można byłoby przypuszczać, że jedli mnóstwo ryb. I tutaj czeka niespodzianka.

 

Ryby i owoce morza rzeczywiście jadano. Archeolodzy znajdują na wybrzeżu nagromadzenia muszli, przede wszystkim limpetów (lapas) i ślimaków morskich nazywanych burgados. Łowiono również ryby żyjące przy skalistym brzegu, a prawdopodobnie także ośmiornice i mureny. Jednak badania paleodiety wskazują, że produkty morskie miały znacznie mniejsze znaczenie niż mięso i produkty mleczne.

 

To może wydawać się dziwne, dopóki nie przypomnimy sobie, że Guanczowie nie byli już żeglarzami. Korzystali przede wszystkim z tego, co można było zdobyć przy brzegu – w skalnych zatoczkach i naturalnych basenach odsłanianych przez ocean. Nie prowadzili połowów na otwartym morzu na skalę, jakiej moglibyśmy spodziewać się po ludzie mieszkającym na wyspie.

 

Co ciekawe, nie wszyscy Guanczowie jedli tak samo. Na bardziej wilgotnej i żyznej północy większą rolę odgrywały rolnictwo i zbieractwo, natomiast na suchszym południu gospodarka była mocniej oparta na pasterstwie. Badania wskazują też na różnice społeczne: osoby należące do elit, których ciała poddawano mumifikacji, spożywały więcej mięsa i produktów mlecznych niż osoby grzebane bez mumifikacji.

👑 Dziewięć menceyatów – czy Teneryfa miała dziewięciu królów?

Kiedy pod koniec XV wieku Kastylijczycy rozpoczęli podbój Teneryfy, wyspa nie była jednym państwem. Była podzielona na dziewięć terytoriów nazywanych menceyatami: Anaga, Tegueste, Tacoronte, Taoro, Icod, Daute, Adeje, Abona i Güímar. Każdy z nich stanowił odrębną wspólnotę polityczną i miał własnego przywódcę – menceya.

 

Czy mencey był królem? Tak najczęściej tłumaczyli jego pozycję Europejczycy, dlatego w źródłach i dzisiejszych opracowaniach menceyatos często nazywane są „królestwami”, a menceyes – „królami”. Nie powinniśmy jednak wyobrażać sobie dziewięciu monarchów z zamkami, dworami i administracją podobną do europejskiej. Społeczeństwo Guanczów było zorganizowane wokół rozbudowanych grup rodzinnych i rodów, a mencey był najwyższym przywódcą swojego terytorium. MUNA określa ten system raczej jako wodzostwo o wyraźnej hierarchii społecznej.

 

Podział wyspy nie był przypadkowy. Menceyaty rozciągały się zasadniczo od wybrzeża w stronę gór, dzięki czemu ich mieszkańcy mogli korzystać z różnych zasobów: nadmorskich, rolniczych i pasterskich. Wyjątkową rolę odgrywały wysoko położone Las Cañadas del Teide – teren wykorzystywany jako wspólna przestrzeń, szczególnie jako letnie pastwiska i rezerwa zasobów w okresach niedostatku.

 

Mencey nie rządził też całkowicie sam. Ważne sprawy rozpatrywano w miejscu zgromadzeń nazywanym tagoror. Według dawnych przekazów zasiadali tam mencey i najważniejsi przedstawiciele społeczności. Z władzą menceya związana była również añepa – rodzaj laski będącej symbolem jego pozycji.

 

💡 Dlaczego akurat dziewięć menceyatów?

Tradycja mówiła o wcześniejszym okresie jedności wyspy i późniejszym podziale między potomków jednego władcy. Tu jednak musimy uważać – genealogie poszczególnych menceyów zapisano późno i część ich szczegółów jest dyskusyjna. Sama istotność podziału na dziewięć menceyatów jest natomiast dobrze poświadczona w dokumentach związanych z okresem podboju i tuż po nim. Co ciekawe, historycy w XX wieku spierali się nawet o to, czy dziewięć „królestw” nie jest późniejszym mitem; odnalezione dokumenty potwierdziły jednak istnienie dziewięciu terytoriów.

 

I właśnie ten podział będzie miał ogromne znaczenie, gdy na Teneryfie pojawią się Kastylijczycy. Dziewięciu menceyów nie podjęło jednej wspólnej decyzji. Güímar, Anaga, Abona i Adeje znalazły się w grupie określanej jako bandos de paces – „stronnictwa pokoju”, natomiast Taoro, Tegueste, Tacoronte, Daute i Icod należały do bandos de guerra i przeciwstawiły się najeźdźcom.

 

Najpotężniejszą rolę w oporze odegrało Taoro, obejmujące okolice dzisiejszej doliny La Orotava. Jego mencey Bencomo stanie się jedną z najważniejszych postaci podczas podboju Teneryfy. Do niego wrócimy przy bitwie pod Acentejo.

 

👀 Dziewięciu menceyów możesz zresztą spotkać podczas zwiedzania Teneryfy. Przy bazylice w Candelarii stoi dziewięć dużych brązowych posągów symbolizujących władców dziewięciu menceyatów.

⚖️ Jak wyglądało społeczeństwo Guanczów?

Guanczowie nie tworzyli społeczeństwa, w którym wszyscy byli równi. Wręcz przeciwnie – pochodzenie miało ogromne znaczenie, a pozycję społeczną w dużej mierze dziedziczono. Współcześni badacze opisują Teneryfę z okresu tuż przed podbojem jako społeczeństwo wodzowskie, wyraźnie podzielone na warstwy.

 

Na szczycie każdego menceyatu stał oczywiście mencey. Poniżej znajdowała się elita związana z jego rodem. W dawnych źródłach pojawiają się określenia achimencey dla osób najwyżej urodzonych, związanych z rodem menceya, oraz cichiquitza dla pozostałej warstwy uprzywilejowanej. Najliczniejszą grupę stanowili achicaxna – zwykli członkowie społeczności: pasterze, rolnicy i ludzie wykonujący codzienne prace, od których zależało jej utrzymanie. Trzeba jednak pamiętać, że te nazwy i podział znamy przede wszystkim z relacji Europejczyków, którzy opisywali świat Guanczów za pomocą pojęć zrozumiałych dla siebie.

 

Różnice nie ograniczały się do tytułów. Elity miały przywileje, a źródła wskazują, że osoby należące do wyższych warstw nie wykonywały części prac fizycznych przypisanych pozostałym mieszkańcom. Bardzo ważne było również zachowanie pozycji rodu. Kronikarze wspominają o małżeństwach zawieranych w obrębie elity, które miały chronić jej status.

 

Co ciekawe, nierówności społeczne możemy zobaczyć nawet w grobach Guanczów. Badania mumii i szkieletów wskazują, że sztuczna mumifikacja była związana przede wszystkim z elitą. Analizy wykazały też różnice w sposobie odżywiania – osoby mumifikowane miały dietę bogatszą w mięso i produkty mleczne. Pozycja człowieka za życia mogła więc decydować również o tym, co stanie się z jego ciałem po śmierci.

 

Ważne decyzje nie musiały jednak zależeć wyłącznie od menceya. Istniał tagoror – zgromadzenie, podczas którego omawiano sprawy wspólnoty i rozstrzygano spory. Uczestniczyli w nim mencey oraz ważni przedstawiciele społeczności. Nie był to budynek przypominający dzisiejszy ratusz. Spotkania odbywały się pod gołym niebem, w specjalnie wybranej przestrzeni.

 

A gdzie w tym wszystkim były kobiety? Tutaj nasza wiedza jest znacznie uboższa, ponieważ kroniki pisali mężczyźni i interesowali się przede wszystkim menceyami, wojownikami i podbojem. Badacze MUNA zwracają uwagę, że życie kobiet koncentrowało się w większym stopniu wokół przestrzeni domowej i czynności zapewniających funkcjonowanie rodziny i całej społeczności. Ich praca pozostaje przez to znacznie mniej widoczna w źródłach, choć była niezbędna do przetrwania społeczeństwa.

💡 Czy można było awansować społecznie?

I tu robi się ciekawie, bo Guanczowie żyli w świecie, w którym urodzenie ważyło bardzo dużo. Podstawą społeczeństwa były rozbudowane grupy krewniacze, a przynależność do odpowiedniego rodu określała miejsce człowieka w hierarchii. Nie wyglądało to więc jak społeczeństwo, w którym zdolny pasterz mógł po prostu „zrobić karierę” i zostać członkiem najwyższej elity.

🌌 W co wierzyli Guanczowie?

O wierzeniach Guanczów wiemy znacznie mniej niż o tym, co jedli czy gdzie mieszkali. Nie pozostawili własnych ksiąg ani opisów swoich bogów, a informacje, które do nas dotarły, zapisali przede wszystkim Europejczycy już w okresie podboju i po nim. Na dodatek opisywali obcą religię słowami zaczerpniętymi z chrześcijaństwa. Dlatego przy imionach bogów, ich funkcjach i opowieściach musimy czasem postawić znak zapytania.

 

Jedno wydaje się jednak wyraźne: dla Guanczów świat natury nie był oddzielony od świata wierzeń. MUNA określa ich wierzenia jako animistyczne – szczególne znaczenie mogły mieć elementy krajobrazu, góry, drzewa oraz ciała niebieskie. Nie budowali świątyń w naszym rozumieniu tego słowa. Obrzędy i ofiary odbywały się również w miejscach naturalnych, które miały znaczenie kultowe.

 

Najważniejszą istotę nadprzyrodzoną kojarzymy dzisiaj przede wszystkim z imieniem Achamán. I właśnie tutaj robi się ciekawie. W dawnych przekazach występuje kilka określeń najwyższej istoty, m.in. Achamán, Achguayaxerax/Achguayaxiraxi czy Achuhurahan. Nie mamy więc pewności, czy były to imiona różnych bóstw, czy raczej różne określenia jednej najwyższej istoty. Jedno z nich tłumaczono jako tego, który „podtrzymuje niebo i ziemię”.

 

📖 Dlatego w moim przewodniku: Teneryfa z Achamanem, Achamán może być bohaterem i narratorem, ale warto pamiętać, że jego dzisiejszy obraz jest częściowo rekonstrukcją świata, którego nie potrafimy już odtworzyć w całości.

 

Ważne miejsce zajmowały także Słońce, Księżyc i gwiazdy. Współczesne opracowania używają nazwy Magec w odniesieniu do Słońca, choć także tutaj trzeba uważać z tworzeniem zbyt uporządkowanego „panteonu Guanczów”. To, co dziś przedstawiamy jako listę bóstw z przypisanymi im funkcjami, często jest znacznie bardziej uporządkowane niż informacje zachowane w najstarszych źródłach. MUNA potwierdza natomiast znaczenie Słońca, Księżyca, gwiazd i najwyższej istoty w wierzeniach mieszkańców Teneryfy.

 

Religia dotyczyła również śmierci i przodków. Szczególne traktowanie ciał zmarłych, jaskinie grobowe i mumifikacja pokazują, że śmierć nie oznaczała po prostu pozbycia się ciała. Obrzędy pogrzebowe były ważną częścią guanczowskiego świata, choć – podobnie jak w przypadku ich bogów – nie znamy wszystkich wierzeń, które za nimi stały.

 

💡 Największy błąd, jaki możemy popełnić, próbując zrozumieć religię Guanczów, to stworzyć z niej uporządkowaną mitologię podobną do greckiej: Achamán – bóg tego, Magec – bóg tego, Guayota – bóg tego. Źródła nie pozwalają nam na aż taką pewność.

Znacznie ciekawiej spojrzeć na ich świat inaczej. Słońce, gwiazdy, góry, jaskinie i inne elementy krajobrazu mogły należeć jednocześnie do świata codziennego i świata sacrum.

🌋 Guayota, Teide i uwięzione Słońce

Wyobraź sobie Teneryfę sprzed kilkuset lat. Nie wiesz, czym jest magma, nie znasz tektoniki ani budowy wulkanu. Nad wyspą góruje Echeyde – dzisiejszy Teide. Czasem ziemia drży, z góry unoszą się dym i gazy, a po zboczach może popłynąć ogień. Jak wytłumaczyć miejsce, które potrafi nagle ożyć?

 

Guanczowie nazywali Teide - Echeyde i wierzyli, że wewnątrz wulkanu przebywa Guayota – groźna, zła istota, której się obawiali. Wiemy o tym nie tylko z późniejszych legend. Już Alonso de Espinosa, który w 1594 roku opisał wierzenia dawnych mieszkańców Teneryfy, wspominał Guayotę i Echeyde. Przedstawiał jednak ten świat pojęciami znanymi chrześcijańskiemu czytelnikowi – Guayotę nazywał „demonem”, a Echeyde porównywał do „piekła”.

 

To ważne rozróżnienie. Nie oznacza ono, że Guanczowie wierzyli w piekło i diabła w chrześcijańskim znaczeniu. To Europejczycy próbowali w ten sposób opisać wierzenia, które były im obce.

 

Ale historia, którą najczęściej usłyszysz dziś na Teneryfie, jest znacznie bardziej rozbudowana.

 

Według legendy Guayota porwał Mageca – Słońce – i uwięził wewnątrz Echeyde - Teide. Teneryfę ogarnęła ciemność. Przerażeni Guanczowie zwrócili się o pomoc do Achamána, najwyższej istoty ich świata. Achamán stanął do walki z Guayotą, pokonał go, uwolnił Słońce i przywrócił światło. Pokonanego Guayotę zamknął natomiast wewnątrz wulkanu, a jego krater miał zostać zapieczętowany. W jednej z popularnych wersji legendy tym „korkiem” jest jasny Pico – Pan de Azúcar, wieńczący Teide. Taką wersję opowieści przytaczają dziś również oficjalne materiały Parku Narodowego Teide i Gobierno de Canarias.

 

To piękna historia. Tylko że tutaj musimy rozdzielić dwie rzeczy.

📜 Co naprawdę zapisali dawni kronikarze?

Najstarsze przekazy potwierdzają związek Guayoty z Teide, złowrogi charakter tej postaci oraz powiązanie Echeyde z miejscem budzącym lęk, które chrześcijańscy autorzy tłumaczyli jako „piekło”. Nie znalazłam natomiast w tych wczesnych źródłach całej historii o porwaniu Mageca, walce Achamána z Guayotą, uwolnieniu Słońca i zatkaniu krateru. Ta rozbudowana opowieść pojawia się w znacznie późniejszej tradycji i dziś jest powszechnie powtarzana jako „legenda Guanczów”.

 

Nie oznacza to, że mamy ją wyrzucić. Legenda też jest częścią historii Teneryfy – tylko nie możemy udawać, że znamy jej dokładną postać sprzed pięciuset lat. Być może zachowuje elementy starszych opowieści, które nie zostały zapisane. Być może z czasem zostały one połączone i rozbudowane. Tego już nie potrafimy rozstrzygnąć.

 

I właśnie dlatego Guayota jest tak ciekawy. Tutaj prawdziwy wulkan, dawne wierzenia i późniejsza legenda nakładają się na siebie.

🐚 Czy Guanczowie składali ofiary?

Tak. Wiemy, że Guanczowie odprawiali obrzędy, podczas których pozostawiali ofiary w miejscach uznawanych za szczególne. Nie mieli świątyń podobnych do tych, które znamy z Grecji czy Rzymu. Miejscem ceremonii mogła być skała, góra, jaskinia albo inne charakterystyczne miejsce w krajobrazie.

 

Jednym z najbardziej niezwykłych śladów takich praktyk są wykute w skale niewielkie zagłębienia połączone kanalikami. Archeolodzy interpretują część z nich jako miejsca obrzędów, podczas których w zagłębienia wlewano płyny, pozwalając im spływać wyżłobionymi rowkami. Mogło to być mleko, woda lub inny płyn składany jako dar, choć po kilkuset latach nie zawsze jesteśmy w stanie ustalić jego rodzaj. Takie miejsca odkryto między innymi w rejonie Masca i La Abejera.

 

Ofiary mogły być związane z czymś bardzo konkretnym – prośbą o deszcz, ochronę stad czy zapewnienie pożywienia. W społeczeństwie zależnym od pasterstwa długotrwała susza mogła oznaczać katastrofę. Dawne przekazy opisują rytuał odprawiany właśnie w czasie suszy: oddzielano jagnięta od matek, aby ich beczenie towarzyszyło błaganiom kierowanym do sił nadprzyrodzonych. Jedno z wczesnych źródeł wspomina także o upuszczaniu krwi zwierzętom jako ofierze, choć szczegóły tych przekazów są przez badaczy interpretowane ostrożnie.

 

Szczególnie ciekawie robi się wysoko w górach. W niewielkich szczelinach i zagłębieniach lawowych Las Cañadas del Teide archeolodzy znajdują ukryte depozyty zawierające między innymi ceramikę, skóry i kamienne przedmioty. MUNA wskazuje, że część takich znalezisk może mieć związek z ofiarami składanymi w celu ochrony przed niebezpieczeństwami związanymi z erupcjami wulkanicznymi. To interpretacja archeologiczna, a nie pewność – ale w połączeniu ze znaczeniem Teide w świecie Guanczów jest niezwykle interesująca.

💡 A czy składali ofiary z ludzi?

Tu trzeba postawić wyraźną granicę. Nie mamy podstaw, aby przedstawiać ofiary z ludzi jako normalną praktykę religijną Guanczów. Znajdujemy ślady przemocy między ludźmi – nawet liczne urazy czaszek – ale świadczą one przede wszystkim o konfliktach, a nie o rytualnym zabijaniu.

 

Najciekawsze jest więc chyba to, że ofiara nie musiała oznaczać czegoś spektakularnego. Mogła być porcją mleka wylaną na skałę, przedmiotem pozostawionym w szczelinie lawy albo rytuałem odprawionym wtedy, gdy brakowało deszczu. Dla ludzi całkowicie zależnych od tego, co dawała im wyspa, prośba skierowana do sił rządzących naturą mogła dotyczyć rzeczy najbardziej podstawowej – przetrwania.

🗿 Guatimac – mała figurka i wielka zagadka

Jeśli widziałeś już okładkę naszego przewodnika „Teneryfa z Achamánem”, być może zwróciłeś uwagę na niewielką figurkę zawieszoną na szyi Achamána. Nie wymyśliłam jej od podstaw. Jej pierwowzorem jest jeden z najbardziej zagadkowych przedmiotów związanych z kulturą Guanczów – Guatimac.

 

Oryginalny Guatimac jest naprawdę maleńki – ma około 6 centymetrów wysokości. Wykonano go z wypalonej gliny, ma uproszczoną, przypominającą ludzką sylwetkę formę oraz otwór, przez który można było przeciągnąć rzemień. Wszystko wskazuje więc na to, że przedmiot mógł być noszony na szyi. Dzisiaj znajduje się w Museo Arqueológico del Puerto de la Cruz.

 

Historia jego odkrycia jest równie ciekawa jak sama figurka. Według informacji zapisanych przez XIX-wiecznego badacza Juana Bethencourta Alfonso, Guatimac znaleziono w 1885 roku w szczelinie jaskini w Barranco de Herques, w rejonie Fasnii. Miał być owinięty w kawałek skóry. I tutaj trzeba zaznaczyć ważną rzecz: nie było to współczesne, udokumentowane wykopalisko archeologiczne. Bethencourt Alfonso znał okoliczności odkrycia z przekazanych mu informacji, dlatego dzisiejsi badacze podchodzą do szczegółów znaleziska ostrożnie.

 

Bethencourt Alfonso uważał, że Guatimac był pektorałem noszonym przez osoby pełniące funkcje religijne i przypisywał mu znaczenie magiczne lub kultowe. Problem w tym, że na Teneryfie nie znamy drugiego zachowanego przedmiotu, który byłby jego bezpośrednim odpowiednikiem. Nie potrafimy więc powiedzieć z pewnością, kogo lub co przedstawia figurka, do czego służyła ani czy rzeczywiście była amuletem związanym z religią Guanczów.

 

I właśnie ta niepewność sprawia, że Guatimac jest tak fascynujący. Mamy przed sobą prawdziwy przedmiot sprzed podboju Teneryfy – ale nie mamy instrukcji pozostawionej przez człowieka, który go wykonał i nosił.

💡 Dlaczego więc Guatimac nosi Achamán w moim przewodniku?

To już moja artystyczna opowieść, a nie rekonstrukcja historyczna. Nie mamy żadnych dowodów, że Guatimac przedstawiał Achamána ani że podobna figurka była z nim w jakikolwiek sposób związana. Co więcej, nie wiemy nawet, jak Guanczowie wyobrażali sobie Achamána i czy w ogóle nadawali mu ludzką postać.

 

Dlatego figurka na szyi Achamána w przewodniku jest świadomym połączeniem legendy z prawdziwym zabytkiem. Chciałam, aby bohater przewodnika miał przy sobie niewielki element, który rzeczywiście pochodzi ze świata dawnych mieszkańców Teneryfy. Nie kopię wymyślonego „boskiego amuletu”, lecz przedmiot inspirowany autentycznym Guatimakiem.

 

📖 Kiedy więc zobaczysz Achamána na okładce przewodnika albo na stronie „Teneryfa z Achamánem”, przyjrzyj się jego szyi. Ten niewielki wisiorek ma swój pierwowzór w prawdziwej figurce znalezionej na Teneryfie ponad 140 lat temu. A jej znaczenia – podobnie jak wielu elementów świata Guanczów – wciąż nie potrafimy do końca odczytać.

⚰️ Dlaczego Guanczowie mumifikowali zmarłych?

Guanczowie nie zakopywali swoich zmarłych w ziemi. Ciała składali przede wszystkim w naturalnych jaskiniach grobowych, czasem pojedynczo, częściej razem z innymi zmarłymi. Wejście do takiej jaskini mogło zostać zamknięte kamiennym murem. Niektóre ciała pozostawiano bez specjalnego zabezpieczenia, inne poddawano niezwykłemu zabiegowi – mumifikacji, nazywanej mirlado.

 

Dlaczego to robili? Tego nie wiemy na pewno. Sposób traktowania ciała wskazuje jednak, że zachowanie go po śmierci miało dla Guanczów znaczenie rytualne i społeczne. Mumifikacja nie była bowiem stosowana wobec wszystkich. Badania wskazują na jej związek z hierarchią społeczną, choć mumifikowano zarówno mężczyzn, kobiety, jak i dzieci, a nawet bardzo małe dzieci.

 

Sam proces był bardzo staranny i trwał około 15 dni. Ciało myto, nacierano m.in. tłuszczem zwierzęcym oraz substancjami pochodzenia roślinnego i mineralnego, a następnie suszono. Dawne przekazy mówią o wystawianiu go na słońce, a badania wskazują również na wykorzystywanie ciepła i dymu. Na końcu ciało owijano w odpowiednio przygotowane i zszyte skóry kóz lub owiec.

 

Zajmowali się tym specjaliści. Alonso de Espinosa opisywał, że ciało mężczyzny przygotowywali mężczyźni, a ciało kobiety – kobiety. Po zakończeniu procesu wysuszone, przygotowane ciało określano słowem xaxo.

💡 Czy Guanczowie usuwali narządy tak jak Egipcjanie?

To jedna z ciekawszych niespodzianek. Niektóre dawne opisy twierdziły, że tak. Jednak współczesne badania zachowanych mumii, w tym tomografia komputerowa, nie potwierdziły usuwania wnętrzności ani mózgu. Guanczowska metoda była więc zupełnie inna od tej, którą znamy ze starożytnego Egiptu.

 

Równie ciekawe jest to, że zwyczaj ten prawdopodobnie nie przybył na Teneryfę razem z pierwszymi osadnikami z Afryki. Datowane mumie wskazują, że praktyka pojawiła się na wyspie już po jej zasiedleniu i trwała przez wiele stuleci, aż do czasu podboju. Wygląda więc na to, że Guanczowie wypracowali własny sposób zabezpieczania zmarłych właśnie na Teneryfie.

 

Warunki wyspy dodatkowo im sprzyjały. Suche powietrze oraz stabilny mikroklimat niektórych jaskiń pomagały zachować ciało przez setki lat. Dlatego część mumii przetrwała w zdumiewająco dobrym stanie – z zachowaną skórą, włosami czy fragmentami tkanek miękkich.

 

I właśnie dzięki temu mumie opowiadają nam dzisiaj znacznie więcej niż tylko o guanczowskich obrzędach pogrzebowych. Badacze mogą odnajdywać w nich ślady chorób, sposobu odżywiania, dymu z domowych palenisk, urazów, a nawet pasożytów.

 

👀 Prawdziwe mumie Guanczów możesz zobaczyć w MUNA w Santa Cruz de Tenerife. I kiedy się na nie patrzy, warto pamiętać, że nie są jedynie muzealnymi eksponatami. To ludzie, którzy mieszkali na Teneryfie na długo przed pojawieniem się Hiszpanów – a sposób, w jaki potraktowano ich ciała, jest jednym z niewielu zachowanych śladów tego, jak Guanczowie rozumieli śmierć.

✍️ Czy Guanczowie potrafili pisać?

Przez długi czas odpowiedź wydawała się prosta: Guanczowie nie znali pisma. Nie pozostawili po sobie ksiąg, kronik ani dokumentów, a cała ich historia była przekazywana ustnie. Taki obraz wciąż można znaleźć w wielu opisach dawnych mieszkańców Teneryfy.

 

Tyle że archeolodzy znaleźli na wyspie coś, co każe spojrzeć na tę sprawę inaczej – znaki wyryte w skałach, które są inskrypcjami zapisanymi alfabetem libijsko-berberyjskim. To system pisma wywodzący się z północnej Afryki, czyli właśnie z obszaru, z którego przybyli przodkowie Guanczów.

 

Na Teneryfie takich napisów jest znacznie mniej niż na niektórych innych wyspach archipelagu – szczególnie na El Hierro i Lanzarote. Są to zazwyczaj krótkie ciągi znaków wyryte bezpośrednio w skale. I tutaj zaczyna się największa zagadka: potrafimy rozpoznać alfabet, ale nie oznacza to jeszcze, że potrafimy przeczytać wszystkie pozostawione nim napisy.

 

Co więcej, badania opublikowane w 2024 roku przez badaczki z Universidad de La Laguna przyniosły bardzo ciekawy wynik. Przeanalizowały one siedem inskrypcji libijsko-berberyjskich z Teneryfy i znalazły w nich nie tylko rozpoznawalne elementy języka, ale również cechy występujące w guanczowskich nazwach miejsc. Jedna z inskrypcji może być związana z przedstawieniem o charakterze chrześcijańskim. Jeśli ta interpretacja jest prawidłowa, oznaczałoby to, że pismo mogło być używane na Teneryfie jeszcze w okresie kontaktów Guanczów z Europejczykami, być może aż do czasu podboju wyspy.

 

💡Czy zatem Guanczowie potrafili pisać?

Przynajmniej niektórzy – najwyraźniej tak. Nie możemy jednak wyobrażać sobie społeczeństwa, w którym pismo służyło do prowadzenia kronik, spisywania praw czy codziennego przekazywania wiadomości. Nie mamy na to dowodów. Zachowanych inskrypcji jest niewiele i wciąż nie wiemy, kto je wykonywał, czego dokładnie dotyczyły ani ilu Guanczów potrafiło rozpoznawać ich znaczenie.

 

💡 I właśnie te niewielkie znaki na skałach są kolejnym śladem prowadzącym nas do Afryki. Alfabet libijsko-berberyjski łączy dawnych mieszkańców Wysp Kanaryjskich ze światem północnoafrykańskich ludów berberyjskich – podobnie jak ich język i wyniki współczesnych badań genetycznych.

 

📜 Źródło: Irma Mora Aguiar i Renata Ana Springer Bunk, Estudio de las inscripciones líbico-bereberes de la isla de Tenerife (2024). Badaczki przeanalizowały siedem inskrypcji libijsko-berberyjskich odkrytych na Teneryfie. Badanie wskazuje, że znajomość tego pisma mogła przetrwać na wyspie aż do okresu kontaktów z Europejczykami.

👉 Badanie / omówienie Universidad de La Laguna

🪨 Dwa światy – jak bardzo Guanczowie różnili się od Europejczyków?

Kiedy pod koniec XV wieku Kastylijczycy pojawili się na Teneryfie, spotkały się dwa światy, które przez stulecia rozwijały się w zupełnie innych warunkach. Różnica technologiczna była ogromna. Europejczycy przypływali oceanicznymi statkami, używali żelaznych narzędzi, mieczy, kusz i broni palnej, walczyli konno, budowali miasta i uczestniczyli w handlu łączącym odległe części Europy i Afryki.

 

Guanczowie żyli na jednej, odizolowanej wyspie i korzystali przede wszystkim z tego, co mogli znaleźć właśnie tutaj. Nie znali metalurgii. Ostrza wykonywali między innymi z obsydianu – naturalnego szkła wulkanicznego, narzędzia również z innych skał i kości, a broń przede wszystkim z drewna. Ceramikę lepili ręcznie, bez koła garncarskiego. Nie budowali miast ani monumentalnych świątyń, a naturalne jaskinie służyły im jako domy, magazyny, miejsca pochówku czy schronienia dla zwierząt. Podstawą gospodarki było pasterstwo, uzupełniane rolnictwem i wykorzystywaniem dzikich zasobów wyspy.

 

Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że przodkowie Guanczów przybyli z północnej Afryki ze świata, w którym metal był już znany. Po osiedleniu się na Wyspach Kanaryjskich znaleźli się jednak w środowisku pozbawionym łatwo dostępnych złóż rud metali. Z czasem musieli więc oprzeć swoją technologię na innych surowcach. Archeolodzy mówią wręcz o procesie dostosowania dawnych umiejętności do możliwości, jakie dawały wyspy.

 

Podobnie było z żeglugą. Ich przodkowie musieli pokonać morze, aby dostać się na archipelag, ale w chwili przybycia Europejczyków Guanczowie nie posiadali łodzi umożliwiających regularne podróże między wyspami. Teneryfa stała się dla kolejnych pokoleń niemal zamkniętym światem.

 

To właśnie izolacja pozwala zrozumieć tę ogromną różnicę. Przez stulecia mieszkańcy Europy i północnej Afryki wymieniali towary, wiedzę i technologie. Guanczowie w tych przemianach nie uczestniczyli. Nie oznacza to jednak, że ich społeczeństwo było „prymitywne”. Miało własną organizację polityczną, hierarchię społeczną, wyspecjalizowane rzemiosło i znakomicie przystosowało się do warunków panujących na Teneryfie. Z obsydianu potrafiono uzyskiwać niezwykle ostre narzędzia, a badania archeologiczne pokazują, że pozyskiwanie niektórych surowców i ich obróbka były dobrze zorganizowane.

 

💡 Różnica nie polegała więc na tym, że jedni byli „mądrzejsi”, a drudzy „mniej rozwinięci”. Kastylijczycy należeli do społeczeństwa korzystającego z technologii rozwijanych i wymienianych przez wiele kultur. Guanczowie przez stulecia żyli w izolacji i rozwijali rozwiązania wystarczające do życia na swojej wyspie.

 

Kiedy oba światy spotkały się pod koniec XV wieku, przewaga technologiczna Kastylijczyków wydawała się przytłaczająca. Metalowa broń przeciwko drewnianym włóczniom. Konie przeciwko ludziom walczącym pieszo. Kusze i broń palna przeciwko kamieniom.

 

A jednak podczas pierwszej wielkiej próby zdobycia północnej Teneryfy to właśnie Guanczowie rozbili armię Kastylijczyków.

⚔️ Dlaczego Hiszpanom tak trudno było zdobyć Teneryfę?

Kiedy Alonso Fernández de Lugo w 1494 roku wylądował na Teneryfie, mógł mieć powody, by sądzić, że podbój nie potrwa długo. Rok wcześniej zakończył zdobywanie La Palmy. Tymczasem Teneryfa okazała się ostatnią wyspą archipelagu, która dostała się pod władzę Kastylii, a pierwsza duża wyprawa zakończyła się dla zdobywców katastrofą.

 

Guanczowie nie mieli mieczy, kusz, broni palnej ani koni. Walczyli przede wszystkim drewnianymi włóczniami, kijami oraz kamieniami, którymi potrafili bardzo skutecznie rzucać. Ich ogromną przewagą było jednak coś innego – znali swoją wyspę. Wiedzieli, którędy prowadzą ścieżki, gdzie można szybko przejść przez góry i przede wszystkim jak wykorzystać strome wąwozy, w których europejska kawaleria traciła znaczną część swojej przewagi. Oficjalne materiały Gobierno de Canarias wskazują znajomość terenu oraz umiejętność posługiwania się kamieniami i procami jako ważne elementy guanczowskiego oporu.

 

Najlepiej przekonali się o tym Kastylijczycy podczas pierwszej bitwy pod Acentejo w 1494 roku. Wojska Fernándeza de Lugo maszerowały przez północną część wyspy w kierunku doliny La Orotava. W okolicach Barranco de Acentejo Guanczowie dowodzeni przez Bencomo, menceya Taoro, wykorzystali teren i zaatakowali przeciwnika w miejscu wyjątkowo niekorzystnym dla jego sposobu walki. Armia zdobywców została rozbita, a ranny Fernández de Lugo z ocalałymi wycofał się z Teneryfy na Gran Canarię.

 

To wydarzenie pozostawiło ślad na mapie Teneryfy do dziś. Miejsce związane z klęską Kastylijczyków nosi nazwę La Matanza de Acentejo – „matanza” oznacza rzeź. Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się natomiast La Victoria de Acentejo. Te dwie nazwy opowiadają właściwie całą historię podboju wyspy: najpierw klęskę, później zwycięstwo Kastylijczyków.

💡 Guanczowie nie walczyli przeciwko zdobywcom jako jedna armia.

Teneryfa była podzielona na dziewięć menceyatów, a ich władcy podjęli różne decyzje. Güímar, Abona, Adeje i Anaga zawarły porozumienia z Kastylijczykami, natomiast Taoro, Tegueste, Tacoronte, Icod i Daute stawiły im zbrojny opór. Podbój Teneryfy był więc nie tylko wojną przybyszów z mieszkańcami wyspy – Kastylijczycy mogli korzystać również ze wsparcia części ludności rdzennej.

 

Po klęsce Fernández de Lugo nie zrezygnował. Wrócił z nowymi ludźmi i środkami, a kolejne starcia odbywały się już w warunkach korzystniejszych dla europejskiego sposobu walki. Na równinie Aguere, w rejonie dzisiejszej La Laguny, kawaleria mogła wykorzystać swoją siłę znacznie skuteczniej niż w ciasnym wąwozie. Guanczowie ponieśli porażkę, a w walce zginął Bencomo. Następnie zwycięstwo Kastylijczyków w drugiej bitwie pod Acentejo otworzyło im drogę do północnej części wyspy. Do 1496 roku opór został przełamany.

 

Dlaczego więc zdobycie Teneryfy było tak trudne? Nie dlatego, że Guanczowie dysponowali lepszą bronią. Potrafili wykorzystać to, czego zdobywcy początkowo nie mieli – doskonałą znajomość terenu i sposób walki dopasowany do krajobrazu wyspy. Później, kiedy Kastylijczycy wrócili lepiej przygotowani i mogli wykorzystać przewagę uzbrojenia, koni oraz dodatkowych sił, układ sił zaczął się zmieniać.

 

👀 Kiedy będziesz przejeżdżać przez La Matanza de Acentejo i La Victoria de Acentejo, spójrz na ich nazwy. To nie są przypadkowe nazwy dwóch miejscowości. Do dziś przypominają o dwóch zupełnie różnych momentach tej samej wojny – jednym z największych zwycięstw Guanczów i jednej z bitew, które przesądziły o ich klęsce.

💀 Co pokonało Guanczów?

Guanczowie potrafili pokonać Kastylijczyków w bitwie – udowodnili to pod Acentejo. Ostatecznie jednak przegrali nie tylko z mieczami, kuszami, końmi i liczniejszym wojskiem. W czasie podboju pojawił się wróg, przed którym nie potrafili się bronić – epidemia nazywana modorrą lub moquillo de los guanches.

 

Epidemia wybuchła najprawdopodobniej zimą 1494 roku, już po pierwszej klęsce wojsk Alonso Fernándeza de Lugo, i trwała do wiosny 1495 roku. Szczególnie mocno dotknęła północ Teneryfy – a więc właśnie te menceyaty, które stawiały Kastylijczykom największy opór. Źródła i późniejsze badania wskazują, że zachorowała ogromna część rdzennej ludności, a śmiertelność była bardzo wysoka. Conrado Rodríguez-Maffiotte, dyrektor Instituto Canario de Bioantropología, ocenia, że epidemia mogła dotknąć 30–50% Guanczów, a liczba zmarłych mogła sięgać około jednej trzeciej populacji. Trzeba jednak traktować te wartości jako szacunki – dla końca XV wieku nie dysponujemy przecież dokładnymi danymi demograficznymi.

Choroba rozwijała się gwałtownie. Późniejsze przekazy opisują bardzo wysoką gorączkę, katar, kaszel i problemy z oddychaniem, a w ciężkich przypadkach zapalenie płuc oraz głęboki letarg lub utratę świadomości. Właśnie ten charakterystyczny stan otępienia prawdopodobnie przyczynił się do nazwy modorra, oznaczającej senność lub odrętwienie.

 

Najbardziej zastanawiające było jednak coś innego: epidemia pustoszyła przede wszystkim ludność guanczowską, podczas gdy Kastylijczycy przechodzili ją znacznie łagodniej albo nie chorowali wcale. Jednym z wyjaśnień jest wcześniejszy kontakt Europejczyków z chorobą i przynajmniej częściowa odporność, której izolowana ludność Teneryfy nie posiadała.

💡 Czym była modorra?

I tutaj zaczyna się zagadka, której do dziś nie udało się ostatecznie rozwiązać. Modorra nie jest nazwą konkretnej choroby, lecz określeniem, którym posługiwano się w dawnych źródłach. Próbowano identyfikować ją m.in. z grypą, tyfusem, dżumą, odrą czy innymi chorobami zakaźnymi. Rodríguez-Maffiotte i Mercedes Martín uznają za najbardziej prawdopodobną grypę, wskazując na opisane objawy, błyskawiczne szerzenie się epidemii oraz niewielki wpływ choroby na zdobywców. Inny badacz z Universidad de La Laguna, Justo Pedro Hernández González, po analizie historycznej epidemiologii modorry wysunął natomiast hipotezę, że mogła być rodzajem zapalenia mózgu. Nie możemy więc napisać po prostu: „Guanczów zabiła grypa”. Nie wiemy tego na pewno.

 

📜 Co wiemy z większą pewnością? Epidemia była realna, pojawiła się w kluczowym momencie podboju i miała ogromny wpływ na ludność wyspy. Badacze MUNA wskazują, że wraz z wojną i głodem doprowadziła do gwałtownego spadku liczby Guanczów jeszcze przed zakończeniem konkwisty.

 

Kiedy więc Kastylijczycy ponownie ruszyli przeciwko Guanczom, nie walczyli już z tą samą społecznością, która wcześniej rozbiła ich pod Acentejo. Wojna, głód i epidemia osłabiły menceyaty stawiające opór. Do tego dochodziła przewaga militarna zdobywców oraz wsparcie części menceyatów, które zawarły z nimi porozumienia.

 

Dlatego odpowiedź na pytanie, co pokonało Guanczów, nie mieści się w jednym słowie. Pokonała ich wojna, przewaga militarna i polityczne podziały, ale ogromną rolę odegrała również choroba, na którą ich odizolowana przez stulecia społeczność nie była przygotowana.

💡 Czy Kastylijczycy mogli zarazić Guanczów celowo?

Taka możliwość była rozważana – pojawiła się nawet hipoteza o celowym zakażaniu źródeł wody. Nie znaleziono jednak dowodów, które potwierdzałyby świadome wywołanie epidemii. Znacznie bardziej prawdopodobny jest scenariusz przypadkowego zawleczenia choroby przez przybyszów ze Starego Świata. Oni sami mieli już wcześniej kontakt z podobnymi patogenami, podczas gdy izolowana ludność Teneryfy była wobec nich wyjątkowo bezbronna.

🔗 Co stało się z Guanczami po podboju?

W 1496 roku zakończył się podbój Teneryfy, ale Guanczowie nie zniknęli z wyspy z dnia na dzień. Zniknął natomiast świat, w którym dotąd żyli. Dziewięć menceyatów przestało istnieć, ziemię zaczęto dzielić pomiędzy zdobywców i nowych osadników, a Teneryfa została włączona do Korony Kastylii. Rozpoczął się szybki proces tworzenia zupełnie nowego społeczeństwa.

 

Dla części Guanczów pierwsze lata po podboju oznaczały niewolę. Jeńców sprzedawano i wywożono poza Teneryfę, między innymi na Półwysep Iberyjski i Maderę. Handel ludźmi rozpoczął się zresztą jeszcze przed ostatecznym zdobyciem wyspy. Zachowały się dokumenty dotyczące procesów, w których Guanczowie próbowali odzyskać wolność, a Korona interweniowała w przypadkach uznawanych za bezprawne zniewolenie.

 

Los mógł być zaskakujący nawet w przypadku najwyżej postawionych Guanczów. Po zakończeniu podboju pokonani menceyowie zostali zabrani przez Alonso Fernándeza de Lugo na dwór Królów Katolickich. Jeden z nich, ostatni mencey Icod, znany po chrzcie jako don Enrique Canario, został później bezprawnie sprzedany jako niewolnik. Sprawa trafiła przed królewskich sędziów i ostatecznie odzyskał wolność.

 

Ci, którzy pozostali na Teneryfie jako ludzie wolni, musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Przyjmowali chrześcijaństwo, otrzymywali chrześcijańskie imiona, pracowali w gospodarstwach nowych właścicieli, zajmowali się pasterstwem i rolnictwem, zawierali małżeństwa także z przybyszami. Szczególnie na południu wyspy zachowała się większa liczba rdzennej ludności, co sprzyjało dłuższemu trwaniu niektórych dawnych zwyczajów.

 

I tutaj pojawia się bardzo ważna rzecz. Przez lata historię tę często opowiadano w prosty sposób: po podboju Guanczowie zostali zabici, sprzedani w niewolę albo szybko rozpłynęli się wśród nowych mieszkańców Teneryfy. Nowsze badania pokazują jednak bardziej skomplikowany obraz.

 

Badanie opublikowane w 2024 roku przez Universidad de La Laguna, śledzące losy trzech rodzin guanczowskich z rejonu dzisiejszego El Rosario w pierwszej połowie XVI wieku, wskazuje, że rdzenna społeczność przetrwała podbój w większym stopniu, niż dawniej zakładano. Autorzy odnajdują rodziny, które funkcjonowały już w kolonialnym świecie, ale nadal utrzymywały więzi między sobą i zachowywały świadomość własnego pochodzenia.

 

📜 Źródło: Yuliya Miteva, Entre dos mundos: la historia de tres familias guanches de El Rosario, Tenerife, después de la conquista (2024). Sam tytuł – „Między dwoma światami” – świetnie oddaje sytuację pierwszych pokoleń Guanczów żyjących już po podboju.

 

Nie możemy więc powiedzieć, że Guanczowie wyginęli. Trafniejsze jest stwierdzenie, że z czasem przestała istnieć odrębna przedhiszpańska społeczność Guanczów. Wojna i epidemia drastycznie zmniejszyły jej liczebność, część ludzi została wywieziona, a pozostali stopniowo stawali się częścią nowego społeczeństwa Teneryfy.

 

Ale czy rzeczywiście całkowicie się w nim „rozpłynęli”?

 

Tu robi się jeszcze ciekawiej, bo odpowiedzi możemy poszukać nie tylko w dokumentach sprzed pięciuset lat. Pozostał jeszcze ślad zapisany w DNA współczesnych mieszkańców Wysp Kanaryjskich.

🧬 Czy współcześni mieszkańcy Teneryfy mają w sobie DNA Guanczów?

Tak – i to jest chyba najlepsza odpowiedź na pytanie, czy Guanczowie naprawdę „zniknęli” po podboju. Ich odrębna społeczność przestała istnieć, ale część jej potomków pozostała na wyspie, a ich ślad genetyczny przetrwał do dzisiaj.

 

Współczesne badania DNA mieszkańców Wysp Kanaryjskich pokazują mieszaninę pochodzenia przede wszystkim europejskiego i rdzennego kanaryjskiego, a także mniejszy udział pochodzenia subsaharyjskiego. Duże badanie genomowe opublikowane w 2023 roku oszacowało dla współczesnych mieszkańców całego archipelagu średnio około 17,8% pochodzenia od rdzennej ludności Wysp Kanaryjskich, około 79,7% pochodzenia hiszpańskiego i około 2,6% subsaharyjskiego. Są to jednak wartości dla badanej populacji całego archipelagu – nie możemy automatycznie przenosić tych 17,8% na każdego mieszkańca Teneryfy. Poszczególne wyspy różnią się bowiem historią osadnictwa i mieszania się ludności.

Jeszcze ciekawiej robi się, kiedy badacze osobno analizują DNA dziedziczone po matce i po ojcu.

 

W liniach żeńskich ślad dawnych mieszkańców jest wyjątkowo silny. Badanie 896 pełnych genomów mitochondrialnych współczesnych mieszkańców siedmiu głównych wysp wykazało, że ponad 60% ich linii matczynych ma pochodzenie rdzenne. Nie oznacza to oczywiście, że „60% DNA Kanaryjczyków jest guanczowskie”. DNA mitochondrialne stanowi tylko niewielką część naszego materiału genetycznego i przekazywane jest w linii matczynej. Pokazuje jednak niezwykłą ciągłość kobiet należących do rdzennej ludności archipelagu.

 

I właśnie tutaj historia zaczyna być widoczna w genach. Po podboju na wyspy napływali przede wszystkim europejscy mężczyźni, podczas gdy wiele rdzennych kobiet pozostało na miejscu i miało potomstwo z przybyszami. Dlatego rdzenne dziedzictwo zachowało się znacznie silniej w liniach matczynych niż męskich. Badania genetyczne wskazują na taki wyraźnie nierówny udział kobiet i mężczyzn w tworzeniu populacji po podboju.

💡 Czy można więc powiedzieć, że dzisiejsi mieszkańcy Teneryfy są potomkami Guanczów?

Część z nich – jak najbardziej tak. Trzeba jednak uważać ze słowami. Dzisiejsza ludność Teneryfy powstała w wyniku ponad pięciuset lat mieszania się ludzi o różnym pochodzeniu. Po podboju przybywali tutaj mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego, Portugalczycy i inni Europejczycy, sprowadzano również ludzi z Afryki, a później dochodziły kolejne migracje. Współczesny mieszkaniec wyspy nie jest więc po prostu „Guanczem po pięciuset latach”.

 

Ale genetyka obala równie prosty obraz, według którego Guanczowie zostali całkowicie wybici i nie pozostawili potomków.

 

📜 Źródło: w 2023 roku w Nature Communications opublikowano duże badanie genomów dawnych mieszkańców wszystkich siedmiu głównych Wysp Kanaryjskich. Porównanie ich DNA z DNA współczesnych Kanaryjczyków potwierdziło, że rdzenne pochodzenie nadal stanowi część puli genetycznej dzisiejszej ludności archipelagu. Badanie potwierdziło również północnoafrykańskie korzenie dawnych mieszkańców wysp.

👣 Gdzie dziś możesz zobaczyć ślady Guanczów?

Guanczowie nie pozostawili po sobie wielkich miast ani świątyń, ale ich ślady są rozsiane po całej Teneryfie. Niektóre zobaczysz w muzeum, inne w jaskiniach, na skałach, a nawet w miejscach, które prawdopodobnie i tak znajdą się na Twojej trasie zwiedzania.

 

🏛️ MUNA – Santa Cruz de Tenerife

To najlepsze miejsce, aby zobaczyć autentyczne przedmioty związane z Guanczami. W Museo de Naturaleza y Arqueologia znajdują się mumie i szczątki dawnych mieszkańców Teneryfy, ceramika, narzędzia z kamienia i kości, przedmioty z drewna i skóry oraz ozdoby. Muzeum posiada największą kolekcję związaną z kulturą Guanczów.

 

👑 Chinguaro – Güímar

Miejsce związane z menceyami Güímaru i jednocześnie z jedną z najważniejszych historii z okresu pierwszych kontaktów Guanczów z chrześcijaństwem – opowieścią o odnalezieniu figurki Matki Boskiej z Candelarii. Chinguaro opowiemy oddzielnie przy Güímarze.

 

⛪ Cueva de Achbinico – Candelaria

Jaskinia związana zarówno ze światem Guanczów, jak i z początkami kultu Virgen de Candelaria. To jedno z miejsc, w których dosłownie spotykają się dwie epoki Teneryfy – guanczowska i chrześcijańska.

 

✍️ Ryty naskalne
Na Teneryfie zachowały się miejsca z geometrycznymi znakami, przedstawieniami oraz nielicznymi inskrypcjami libijsko-berberyjskimi. Znane stanowiska znajdują się m.in. w rejonie Aripe i Fustín w Guía de Isora, ale podobne ślady odkryto również w innych częściach wyspy.

 

🌋 Las Cañadas del Teide

Także wysoko pod Teide odnajdywane są ślady obecności Guanczów – ceramika, narzędzia i pozostałości związane z pasterstwem oraz pobytem ludzi w górach. To dobry przykład tego, że dla Guanczów wyspa nie kończyła się na zamieszkanym wybrzeżu i dolinach.

 

👀 I właśnie dlatego, zwiedzając Teneryfę, warto pamiętać o Guanczach. Ich śladów nie znajdziesz w jednym „mieście Guanczów”. Są rozsiane po wyspie – w jaskiniach, górach, nazwach miejsc, muzealnych zabytkach i znakach wyrytych przed wiekami w skałach.

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!