Podbój Lanzarote zakończył epokę Majos, ale nie przyniósł wyspie spokoju. Jej położenie blisko wybrzeży Afryki sprawiło, że przez kolejne stulecia Lanzarote znajdowała się na niebezpiecznym pograniczu dwóch światów. Grabiono osady, palono domy i kościoły, a mieszkańców porywano i sprzedawano w niewolę. Jednocześnie z Wysp Kanaryjskich organizowano wyprawy na afrykańskie wybrzeże, których celem również było zdobywanie jeńców i niewolników.
Najazdy pozostawiły ślady, które możemy odnaleźć na Lanzarote do dziś – w zamkach, wieżach obronnych, jaskiniach służących mieszkańcom za schronienie oraz historii Teguise i Arrecife. Poznajmy piratów i korsarzy, których przez stulecia wypatrywano z wybrzeży wyspy.
📖 Historia, którą zobaczysz podczas zwiedzania
W przewodniku: Lanzarote z Césarem Manrique historia nie kończy się na datach. Prowadzimy do miejsc, w których wydarzenia te pozostawiły swoje ślady – zamków, dawnych osad, jaskiń i punktów obserwacyjnych – podpowiadając przy okazji, jak włączyć je do zwiedzania wyspy.
👉 Zobacz przewodnik: Lanzarote z Césarem Manrique
Piraci i korsarze atakowali cały archipelag, jednak Lanzarote – podobnie jak sąsiednia Fuerteventura – była szczególnie narażona na najazdy z Afryki Północnej. Decydowało o tym przede wszystkim położenie na wschodnim krańcu archipelagu, najbliżej afrykańskiego wybrzeża.
Samo położenie nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Lanzarote była słabo zaludniona, miała rozległe wybrzeże i przez długi czas niewiele skutecznych umocnień. Niewielkie osady trudno było szybko ostrzec i obronić, a po wylądowaniu napastnicy mogli ruszyć w głąb wyspy w poszukiwaniu łupów i ludzi, których można było uprowadzić.
Zagrożenie nadciągało również z Atlantyku. Wyspy Kanaryjskie leżały przy ważnych szlakach żeglugowych, dlatego na ich wodach pojawiali się także korsarze francuscy, angielscy i holenderscy.
Dla mieszkańców Lanzarote najazd oznaczał więc nie tylko grabież. Palono osady i kościoły, niszczono uprawy, a ludzi porywano do niewoli.
Choć słów pirat i korsarz często używamy zamiennie, historycznie nie oznaczały tego samego. Pirat działał na własną rękę – napadał na statki i osady dla łupu, nie mając oficjalnego zezwolenia żadnego państwa.
Korsarz działał za zgodą władcy, który upoważniał go do atakowania statków i terytoriów przeciwnika. W czasie wojny była to więc forma legalnej, z punktu widzenia własnego państwa, działalności zbrojnej. Korsarz mógł zdobywać statki, towary i brać jeńców, dzieląc się częścią zdobyczy.
Granica nie zawsze była jednak wyraźna. Ten sam człowiek dla jednego państwa mógł być korsarzem, a dla jego przeciwników zwykłym piratem. Dlatego również w historii Lanzarote spotykamy oba określenia.
Jednym z głównych celów wielu najazdów na Lanzarote byli ludzie. Porywanych mieszkańców wywożono przede wszystkim do portów Afryki Północnej, gdzie mogli zostać sprzedani jako niewolnicy albo przetrzymywani do czasu zapłacenia okupu. Źródła dotyczące korsarstwa berberyjskiego wprost wskazują grabież i chwytanie ludzi przeznaczonych na sprzedaż jako jeden z podstawowych celów wypraw.
Historia miała jednak również drugą stronę. Z Lanzarote organizowano tzw. cabalgadas – zbrojne wyprawy na wybrzeża Afryki, podczas których chwytano tamtejszych mieszkańców i przywożono ich na Wyspy Kanaryjskie jako niewolników. W XVI wieku uczestniczył w nich m.in. Agustín de Herrera y Rojas, późniejszy pierwszy markiz Lanzarote. W 1572 roku Filip II zakazał takich wypraw do Berberii, choć nie ustały one natychmiast.
Niewolnicy byli również częścią społeczeństwa i gospodarki samej Lanzarote. Pracowali m.in. przy uprawie ziemi i hodowli zwierząt, a handel ludźmi pozostawał na wyspie istotnym zjawiskiem także w XVII wieku. Badania dotyczące lat 1618–1650 pokazują, że handel niewolnikami stanowił wówczas ważny element miejscowej gospodarki.
W rezultacie po obu stronach morza istniały rodziny, których bliscy trafiali do niewoli. Mieszkańcy Lanzarote byli ofiarami tego systemu, ale sama wyspa również w nim uczestniczyła. To ważne, aby pamiętać o tym, opowiadając o piratach i korsarzach – za historiami o zdobytych zamkach i spalonych osadach krył się przede wszystkim handel ludźmi.
Zagrożenie od strony morza towarzyszyło Lanzarote niemal od początku europejskich rządów nad wyspą. Już w 1450 roku portugalska armada pojawiła się w Puerto del Arrecife i spaliła znajdujący się tam statek. Był to jednak okres rywalizacji Kastylii i Portugalii o wpływy na Wyspach Kanaryjskich, dlatego wydarzenia tego nie należy jeszcze utożsamiać z późniejszym korsarstwem berberyjskim.
W pierwszej połowie XVI wieku zagrożenie stało się wyraźniejsze. W 1532 roku francuski korsarz zdobył statek u wybrzeży Lanzarote, a w 1537 roku francuskie jednostki zaatakowały statek związany z flotą płynącą z Ameryki w rejonie Arrecife. W kolejnych latach podobne incydenty powtarzały się.
Prawdziwym wstrząsem dla mieszkańców miał się jednak okazać dopiero rok 1551, kiedy napastnicy nie ograniczyli się do działań na morzu. Wylądowali na Lanzarote i zdobyli Teguise – ówczesną stolicę wyspy.
W listopadzie 1551 roku u wybrzeży Lanzarote pojawiła się francuska eskadra. Napastnicy wylądowali w rejonie Puerto del Arrecife, a następnie ruszyli w stronę Teguise – ówczesnego najważniejszego ośrodka wyspy. Według opracowań siły desantowe liczyły około 600–700 ludzi, wśród których znajdowało się wielu arkebuzerów.
Obroną Lanzarote kierował Agustín de Herrera y Rojas, późniejszy pierwszy markiz Lanzarote, który miał wówczas zaledwie około 14–15 lat. Próbował powstrzymać napastników, jednak wobec ich przewagi musiał się wycofać. Teguise zostało zdobyte i splądrowane, a część mieszkańców szukała schronienia poza miastem.
Najazd pokazał, jak nieskuteczna okazała się obrona wyspy. Niewielka wieża na wulkanie Guanapay mogła służyć jako punkt obserwacyjny, ale nie była w stanie skutecznie chronić mieszkańców. Po wydarzeniach z 1551 roku Agustín de Herrera y Rojas zdecydował o jej rozbudowie – był to ważny etap powstawania późniejszego Castillo de Santa Bárbara.
Ataki na Lanzarote nie były nowością, jednak od 1569 roku zagrożenie przybrało znacznie większą skalę. Rozpoczęła się seria wielkich wypraw korsarzy berberyjskich z Afryki Północnej, którzy przybywali z licznymi załogami, wkraczali w głąb wyspy, plądrowali i palili osady oraz uprowadzali mieszkańców. Badacze wskazują cztery szczególnie niszczycielskie najazdy na Lanzarote: 1569, 1571, 1586 i 1618.
Pierwszy z nich rozpoczął okres, który w historiografii kanaryjskiej określa się jako dwa stulecia korsarstwa berberyjskiego – od 1569 do 1749 roku. Co znamienne, zarówno pierwsza, jak i ostatnia wielka inwazja tego okresu dotknęły właśnie Lanzarote.
We wrześniu 1569 roku do Lanzarote dotarła wyprawa dowodzona przez Calafata, korsarza z marokańskiego Salé. Według opracowań liczyła około 600 uzbrojonych ludzi. Część okrętów pozostała przy Arrecife, a napastnicy, którzy zeszli na ląd, ruszyli w kierunku Teguise – ówczesnej stolicy wyspy.
Teguise zostało zdobyte i splądrowane. Około 200 mieszkańców Lanzarote dostało się do niewoli, wśród nich osoby należące do miejscowej elity. Jeńców wywożono do portów Afryki Północnej, gdzie mogli zostać sprzedani lub przetrzymywani dla okupu.
Napastnicy zabrali również z kościoła w Teguise wizerunek Virgen de Guadalupe. Wywieźli go do Maroka z zamiarem uzyskania za niego okupu; rzeźba została później odzyskana, a po restauracji powróciła na Lanzarote.
Najazd Calafata był czymś więcej niż kolejnym atakiem na wyspę. Zapoczątkował serię szczególnie niszczycielskich najazdów berberyjskich, które w następnych dziesięcioleciach wielokrotnie miały dotknąć Lanzarote.
Zaledwie dwa lata po najeździe Calafata, Lanzarote ponownie została zaatakowana. 21 września 1571 roku Dogali, zwany „El Turquillo”, przybył z Salé na czele siedmiu galer i około 400 uzbrojonych ludzi. Napastnicy wylądowali w Arrecife i ruszyli na Teguise, które wciąż nie zdążyło odbudować się po wydarzeniach z 1569 roku.
Agustín de Herrera y Rojas nie dysponował siłami pozwalającymi stawić im skuteczny opór. Wraz z częścią mieszkańców i obrońców schronił się w zamku na Guanapay – dzisiejszym Castillo de Santa Bárbara. Dogali zajął i splądrował Teguise, a następnie oblegał twierdzę.
Kiedy 7 października korsarze opuszczali Lanzarote, zabrali ze sobą około 100 jeńców. Zachował się jednak niezwykle ciekawy dokument napisany niespełna miesiąc później przez inkwizytora Ortiza de Funesa, który mówi dokładniej o 115 uprowadzonych osobach, w tym 14 niewolnikach, i opisuje Lanzarote jako niemal wyludnioną i zniszczoną. Jeńców zamierzano wykupić za okup lub sprzedać w Salé.
Najazd Morato Arráeza należał do najbardziej niszczycielskich w historii Lanzarote. 30 lipca 1586 roku algierski korsarz wylądował nocą w rejonie Los Ancones z około 1000 ludzi; źródła odnotowują również flotę siedmiu galer. Następnego dnia jego oddziały ruszyły niemal niezauważone w stronę Teguise.
Mieszkańcy próbowali schronić się w Castillo de Santa Bárbara na Guanapay, które Morato Arráez obległ. Po kilku dniach część ukrywających się tam ludzi uciekła nocą, szukając bezpieczniejszych kryjówek w górach i jaskiniach. Najazd objął również północ Lanzarote, a Cueva de los Verdes należała do miejsc wykorzystywanych przez ludność jako schronienie.
Napastnicy dotarli także do Arrecife. Zdobyli tamtejszą fortecę i spalili Castillo de San Gabriel – od tego wydarzenia wysepka, na której stał zamek, zaczęła być nazywana El Quemado, czyli „Spalona”.
Najazd miał również dramatyczny wątek osobisty. W ręce Morato Arráeza dostały się żona i córki Agustína de Herrery y Rojasa, markiza Lanzarote. Gonzalo Argote de Molina negocjował z korsarzem warunki ich wykupienia; źródła odnotowują zawarcie w Arrecife umowy dotyczącej okupu.
W maju 1618 roku Lanzarote doświadczyła jednego z najtragiczniejszych najazdów w swojej historii. Algierscy korsarze Tabac Arráez i Solimán wylądowali na wyspie z około 3000 ludzi. Zaatakowali Arrecife i Teguise, plądrując wszystko, co przedstawiało wartość.
Szczególnie ucierpiało Teguise. Część miasta została spalona, zniszczono liczne domy, rezydencję markizów oraz klasztor San Francisco. Ogień strawił również dokumenty i protokoły notarialne, przez co bezpowrotnie utracono część źródeł dotyczących wcześniejszej historii Lanzarote.
Mieszkańcy ponownie szukali schronienia w trudno dostępnych miejscach. Wielu ukryło się w Cueva de los Verdes, której rozległe korytarze przez pewien czas skutecznie chroniły ich przed napastnikami. Korsarze poznali jednak kryjówkę dzięki Francisco Amado, pisarzowi publicznemu Lanzarote, który wskazał im wykorzystywane przez mieszkańców wejście. Źródła różnie przedstawiają jego motywację – według jednych działał pod presją, według innych liczył na ocalenie siebie lub swoich bliskich. Ostatecznie sam również został uprowadzony do Afryki Północnej, skąd później powrócił na Lanzarote.
Skala tragedii była ogromna – korsarze uprowadzili z Lanzarote około 900 osób, podczas gdy cała wyspa liczyła w tym okresie zaledwie około 1200–1600 mieszkańców.
Najazd z 1618 roku pozostawił Lanzarote zrujnowaną i dramatycznie wyludnioną. Był jednym z tych wydarzeń, które pokazują, że korsarskie wyprawy nie oznaczały jedynie grabieży – mogły w ciągu kilku tygodni zachwiać funkcjonowaniem niemal całej wyspy.
Kiedy na horyzoncie pojawiały się obce okręty, mieszkańcy Lanzarote często nie mieli możliwości skutecznej walki. Uciekali więc z osad, zabierając to, co mogli, i szukali schronienia w miejscach trudno dostępnych lub niewidocznych z wybrzeża.
Najbardziej znanym schronieniem była Cueva de los Verdes – rozległy tunel lawowy na północy wyspy. Jego liczne korytarze i ukryte wejścia pozwalały schronić się dużej liczbie osób, a mieszkańcy wykorzystywali jaskinię podczas kolejnych najazdów. W 1618 roku kryjówka została jednak ujawniona korsarzom, o czym wspomnieliśmy wcześniej.
Schronienia szukano również w górach, wulkanicznych jaskiniach i innych naturalnych kryjówkach w głębi wyspy. Ważną rolę pełniło także Guanapay nad Teguise – początkowo jako punkt obserwacyjny, a po rozbudowie znajdującej się tam twierdzy również jako miejsce obrony. To dzisiejsze Castillo de Santa Bárbara.
Przez długi czas system obronny Lanzarote był bardzo słaby. Najważniejsze było jak najwcześniejsze dostrzeżenie statków i ostrzeżenie mieszkańców, aby zdążyli opuścić osady i znaleźć schronienie. Z czasem zaczęto jednak wzmacniać najważniejsze punkty wyspy.
Nad Teguise rozbudowano twierdzę na Guanapay – dzisiejsze Castillo de Santa Bárbara, a port Arrecife chroniło Castillo de San Gabriel. Na południu powstała Torre del Águila, strzegąca wybrzeża Rubicón. Fortyfikacje były wielokrotnie przebudowywane, bo kolejne najazdy boleśnie pokazywały słabości wcześniejszych zabezpieczeń.
👉 Zobacz: Zamki Lanzarote
Uprowadzenie nie zawsze oznaczało, że człowiek już nigdy nie wróci na Lanzarote. Jeńców sprzedawano jako niewolników, ale część przetrzymywano z myślą o okupie. Dla rodzin rozpoczynała się wówczas dramatyczna walka o zebranie pieniędzy potrzebnych do wykupienia bliskiej osoby.
Sprzedawano majątek, zaciągano zobowiązania i korzystano z pomocy krewnych oraz instytucji kościelnych zajmujących się wykupywaniem chrześcijańskich jeńców. Niektórzy mieszkańcy Lanzarote wyjeżdżali nawet do Ameryki, aby zdobyć pieniądze na okup. Nie wszyscy jednak wracali – część pozostawała w Afryce Północnej, a niektórzy przyjmowali islam i rozpoczynali tam nowe życie.
Minęło ponad sto lat od katastrofalnego najazdu z 1618 roku, kiedy zagrożenie ponownie stało się realne. 30 października 1749 roku dwa algierskie szebeki dotarły do Las Coloradas na południu Lanzarote i wysadziły około 400 uzbrojonych ludzi.
Pierwszym celem była Torre del Águila, wzniesiona zaledwie kilka lat wcześniej właśnie dla ochrony południowego wybrzeża. Po kilkugodzinnej walce napastnicy zdobyli wieżę, spalili ją i uprowadzili jej obrońców. Następnie ruszyli w głąb wyspy, niszcząc pustelnię San Marcial i atakując Femés.
Tym razem mieszkańcy nie pozostali jednak wyłącznie ofiarami. Gdy korsarze wracali w stronę swoich statków, wyspiarska milicja zaatakowała ich i zadała im znaczne straty.
Najazd z 1749 roku uznawany jest za ostatni piracki najazd na Lanzarote. Spalona Torre del Águila została później odbudowana – obecna budowla pochodzi z 1769 roku i do dziś stoi na wybrzeżu Playa Blanca.
Po 1749 roku Lanzarote nie doświadczyła już wielkich najazdów berberyjskich podobnych do tych, które przez wcześniejsze stulecia pustoszyły wyspę. Nie stało się to jednak z dnia na dzień ani z jednego powodu. Zmieniała się sytuacja polityczna i militarna w basenie Morza Śródziemnego i na Atlantyku, a wielkie wyprawy korsarskie na Wyspy Kanaryjskie stopniowo traciły wcześniejsze znaczenie.
Sama Lanzarote była też lepiej przygotowana do obrony. Rozbudowywano fortyfikacje, a w XVIII wieku bezpieczeństwo Arrecife zwiększały Castillo de San Gabriel i nowy Castillo de San José. Źródła dotyczące Arrecife wskazują, że wraz ze zmniejszeniem zagrożenia korsarskiego port stawał się bezpieczniejszy, co sprzyjało handlowi i rozwojowi miasta.
Rok 1749 możemy więc potraktować jako symboliczne zamknięcie epoki wielkich najazdów na Lanzarote – ale nie jako moment, w którym piractwo na wodach wokół Wysp Kanaryjskich nagle zniknęło.