Lanzarote ma historię równie niezwykłą jak jej krajobraz. Żyli tu Majos, przybywali europejscy zdobywcy, wyspę pustoszyli piraci i korsarze, a potężne erupcje wulkanów na zawsze zmieniły życie jej mieszkańców. Później przyszły czasy barilli i koszenili, rozwój Arrecife, rybołówstwo i turystyka, a w XX wieku César Manrique rozpoczął walkę o to, by rozwój nie odebrał Lanzarote jej wyjątkowego charakteru.
Poznaj historię Lanzarote krok po kroku – od pierwszych mieszkańców po wyspę, którą możemy oglądać dzisiaj.
📖 Poznaj Lanzarote z przewodnikiem
Historia na Lanzarote nie kryje się wyłącznie w muzeach – spotkasz ją w Teguise, Cueva de los Verdes, wulkanach Timanfayi, La Gerii, Arrecife i miejscach stworzonych przez Césara Manrique.
W przewodniku: Lanzarote z Césarem Manrique łączę te historie ze zwiedzaniem. Znajdziesz w nim gotowe trasy, mapy i punkty GPS, parkingi, godziny i dni otwarcia oraz praktyczne informacje potrzebne podczas podróży.
👉 Zobacz przewodnik: Lanzarote z Césarem Manrique.
Historia Lanzarote zaczęła się miliony lat przed pojawieniem się pierwszych ludzi. Wyspa powstawała etapami w wyniku kolejnych erupcji podmorskich wulkanów, które stopniowo wynosiły fragmenty lądu ponad powierzchnię Atlantyku.
Najstarsze części Lanzarote znajdują się na północy, w rejonie masywu Famara, oraz na południu, w masywie Los Ajaches. Późniejsze erupcje stopniowo wypełniały przestrzeń pomiędzy nimi i budowały wyspę, którą znamy dzisiaj.
Wulkanizm nigdy jednak nie stał się wyłącznie odległą przeszłością. Jeszcze w XVIII i XIX wieku erupcje ponownie zmieniały krajobraz Lanzarote – ale do tego momentu naszej historii jeszcze wrócimy.
👉 Jej pierwszymi mieszkańcami byli Majos. I to właśnie od nich zaczyna się historia ludzi na Lanzarote.
Na długo przed pojawieniem się Europejczyków Lanzarote miała już swoich mieszkańców. Nazywamy ich Majos – byli rdzenną ludnością wyspy, wywodzącą się od ludów berberyjskich z Afryki Północnej. Na Lanzarote żyli przez wiele stuleci, rozwijając własną społeczność przystosowaną do suchego, wulkanicznego środowiska.
Hodowali przede wszystkim kozy i owce, uprawiali ziemię, zbierali dziko rosnące rośliny i wykorzystywali zasoby morza. Mieszkali w prostych kamiennych budowlach i naturalnych jaskiniach, a ich życie, wierzenia i sposób organizacji znamy dziś dzięki znaleziskom archeologicznym oraz relacjom pierwszych Europejczyków.
Nie wiemy dokładnie, kiedy pierwsi osadnicy dotarli na Lanzarote. Badania archeologiczne i datowania nie dają jednej bezspornej odpowiedzi, dlatego ostrożnie przyjmujemy, że Majos byli obecni na wyspie co najmniej w pierwszych wiekach naszej ery.
👉 Majos poświęcilłam osobny artykuł, w którym opowiadam szerzej o ich pochodzeniu, domach, pożywieniu, wierzeniach i o tym, jak wyglądało życie na Lanzarote przed europejskim podbojem.
Na długo przed rozpoczęciem podboju Lanzarote w 1402 roku wyspa była już znana europejskim żeglarzom. W XIV wieku coraz częściej docierały tu wyprawy z basenu Morza Śródziemnego i Półwyspu Iberyjskiego, zainteresowane nowymi szlakami, handlem i możliwościami, jakie dawały Wyspy Kanaryjskie.
Jedną z najbardziej tajemniczych postaci tego okresu jest genueński żeglarz Lancelotto Malocello, który prawdopodobnie dotarł na Lanzarote w pierwszej połowie XIV wieku i miał przebywać na niej przez dłuższy czas. Jego związek z wyspą pozostawił trwały ślad – na mapie Angelino Dulcerta z 1339 roku pojawia się nazwa Insula de Lanzarotus Marocelus, od której wywodzi się dzisiejsza nazwa Lanzarote.
Kontakty z Europejczykami nie oznaczały jednak dla Majos wyłącznie wymiany towarów. W XIV wieku na Wyspy Kanaryjskie zaczęły docierać również wyprawy nastawione na chwytanie mieszkańców i wywożenie ich jako niewolników. Jeszcze przed rozpoczęciem właściwego podboju wyspiarze zetknęli się więc z jednym z najciemniejszych zjawisk, które miało towarzyszyć historii archipelagu przez kolejne stulecia.
W 1402 roku charakter europejskiej obecności zmienił się zasadniczo. Do Lanzarote przybyła wyprawa Jeana de Béthencourta i Gadifera de La Salle. Tym razem nie chodziło już o krótką wizytę, handel czy zdobycie jeńców. Rozpoczynał się podbój wyspy.
W 1402 roku do Lanzarote dotarła wyprawa dwóch normańskich szlachciców – Jeana de Béthencourta i Gadifera de La Salle. Wyruszyli z francuskiej La Rochelle, a po dotarciu na Wyspy Kanaryjskie wylądowali na południu Lanzarote, w rejonie Rubicón, gdzie założyli swoją pierwszą bazę i wznieśli umocnienia. To właśnie od Lanzarote rozpoczął się europejski podbój Wysp Kanaryjskich.
Początek nie wyglądał jednak jak wielka bitwa zdobywców z Majos. Europejczyków było niewielu, a miejscową ludnością rządził Guadarfía. Początkowo zawarto z nim porozumienie – Majos mieli pozostawać raczej sprzymierzeńcami niż poddanymi. Sytuacja szybko zaczęła się jednak komplikować, dochodziło do konfliktów i zdrad, a ostatecznie Guadarfía podporządkował się zdobywcom.
Béthencourt udał się następnie do Kastylii, gdzie uzyskał pomoc króla Henryka III i uznał jego zwierzchnictwo. Lanzarote stała się pierwszą z Wysp Kanaryjskich podbitych w ramach tzw. conquista señorial – podboju senioralnego, prowadzonego przez prywatnych panów za zgodą Korony.
Dla Majos był to koniec dotychczasowego świata. Podbój oznaczał podporządkowanie nowej władzy, chrystianizację i stopniową zmianę całego porządku społecznego wyspy.
Europejski podbój oznaczał dla Majos koniec świata, który przez stulecia rozwijał się na Lanzarote. Wraz z podporządkowaniem wyspy nowym władcom rozpoczęła się chrystianizacja jej mieszkańców i wprowadzanie europejskiego porządku politycznego, społecznego i gospodarczego.
Część Majos przyjęła chrzest i została włączona do nowego społeczeństwa. Guadarfía, ostatni władca rdzennych mieszkańców Lanzarote, został ochrzczony i otrzymał imię Luis. Inni mieszkańcy ginęli podczas konfliktów, byli wywożeni z wyspy lub sprzedawani w niewolę. Szczególnie dramatyczną rolę odegrały wyprawy łowców niewolników, które dodatkowo uszczuplały i tak niewielką populację Lanzarote.
Majos nie zniknęli jednak nagle. Mieszali się z przybywającymi na wyspę Europejczykami, a ich potomkowie stali się częścią nowego społeczeństwa Lanzarote. Z czasem zanikały ich język, wierzenia i dawna organizacja społeczna, zastępowane przez kulturę europejską i chrześcijaństwo.
Po podboju Lanzarote nie stała się bezpośrednio własnością Korony Kastylii. Należała do tzw. wysp señoriales – rządzonych przez prywatnych panów, którzy sprawowali władzę nad wyspą w ramach systemu feudalnego. Prawo do Lanzarote przechodziło później między kolejnymi właścicielami i rodami.
Politycznym centrum wyspy stopniowo stało się Teguise, rozwijające się w głębi lądu, z dala od najbardziej narażonego na ataki wybrzeża. To tutaj mieszkali panowie Lanzarote, działały miejscowe władze i koncentrowało się życie religijne oraz administracyjne. Przez kilka następnych stuleci Teguise pełniło funkcję stolicy wyspy.
Szczególne znaczenie zyskał ród Herrera, a w XVI wieku jedną z najważniejszych postaci w historii Lanzarote został Agustín de Herrera y Rojas. W 1584 roku Filip II nadał mu tytuł markiza Lanzarote, czyniąc go pierwszym markizem wyspy.
Feudalna Lanzarote pozostawała jednak niewielka, słabo zaludniona i trudna do obrony. Jej położenie blisko wybrzeży Afryki oraz niewystarczające umocnienia miały wkrótce okazać się szczególnie niebezpieczne.
Położenie Lanzarote, które sprzyjało żegludze i kontaktom z wybrzeżem Afryki, miało również swoją ciemną stronę. Przez kolejne stulecia wyspa była celem piratów i korsarzy. Napastnicy plądrowali osady, palili zabudowania, zabierali dobytek, a przede wszystkim porywali mieszkańców, których sprzedawano jako niewolników lub przetrzymywano dla okupu.
Szczególnie tragiczne były wielkie najazdy z 1569, 1571, 1586 i 1618 roku. Wielokrotnie atakowano Teguise i Arrecife, a mieszkańcy uciekali do trudno dostępnych miejsc, szukając schronienia m.in. w Cueva de los Verdes oraz w twierdzy na Guanapay – dzisiejszym Castillo de Santa Bárbara. Ostatni wielki najazd berberyjski na Lanzarote nastąpił w 1749 roku.
👉 Historię piratów i korsarzy na Lanzarote opisałam w osobnym artykule – od pierwszych ataków, przez wielkie najazdy i porwania mieszkańców, po zamki, jaskinie i inne miejsca, w których do dziś można odnaleźć ślady tamtych wydarzeń.
1 września 1730 roku ziemia w pobliżu Timanfayi otworzyła się i rozpoczęła się seria erupcji, jakiej mieszkańcy Lanzarote nigdy wcześniej nie doświadczyli. Jej przebieg znamy między innymi dzięki zapiskom Andrésa Lorenzo Curbelo, proboszcza Yaizy, który opisywał kolejne wybuchy, pojawiające się kratery i lawę pochłaniającą ziemię.
Erupcje trwały z przerwami aż do 1736 roku. Lawa i materiał wulkaniczny pokryły rozległą część wyspy, niszcząc miejscowości, pola uprawne i pastwiska. Mieszkańcy zagrożonych terenów opuszczali swoje domy, a część ludności przeniosła się do innych części Lanzarote lub na sąsiednie wyspy.
Katastrofa całkowicie odmieniła krajobraz środkowo-zachodniej Lanzarote. Tam, gdzie wcześniej znajdowały się pola i osady, powstały morza zastygłej lawy, kratery i dziesiątki nowych stożków wulkanicznych – krajobraz, który dzisiaj zachwyca turystów odwiedzających Timanfayę.
Ale erupcje przyniosły również coś, czego mieszkańcy początkowo nie mogli przewidzieć. Warstwa wulkanicznego materiału, która zasypała część pól, okazała się pomagać w zatrzymywaniu wilgoci w niezwykle suchym klimacie Lanzarote. Z czasem wyspiarze nauczyli się wykorzystywać nowe warunki.
Erupcje z lat 1730–1736 zniszczyły znaczną część dawnych terenów rolniczych, ale mieszkańcy Lanzarote szybko zaczęli odkrywać, że wulkaniczny materiał może być również sprzymierzeńcem. Warstwa drobnego lapilli, nazywanego na wyspie picón, pochłania wilgoć z rosy i powietrza, ogranicza jej parowanie i pomaga chronić glebę przed wysychaniem.
Zaczęto więc przekopywać się przez warstwę materiału wulkanicznego do znajdującej się niżej żyznej ziemi i sadzić w niej rośliny. Szczególnie dobrze sprawdziła się winorośl. Aby dodatkowo osłonić ją przed silnym wiatrem, wokół zagłębień budowano charakterystyczne półkoliste murki z kamienia wulkanicznego.
Tak narodził się niezwykły krajobraz rolniczy La Gerii – jeden z najbardziej rozpoznawalnych widoków współczesnej Lanzarote. Katastrofa, która odebrała mieszkańcom pola, zmusiła ich do stworzenia zupełnie nowego sposobu uprawy ziemi.
👉 Dlaczego winorośl na Lanzarote rośnie w dołkach? – odsyłam do strony o La Gerii.
Pod koniec XVIII wieku ważnym źródłem dochodów Lanzarote stała się barilla – rośliny dobrze radzące sobie na suchych i zasolonych terenach. Po zebraniu były suszone i spalane, a otrzymywany popiół, bogaty w związki sodu, wykorzystywano przede wszystkim do produkcji szkła i mydła.
Barilla stała się cennym towarem eksportowym. Jej uprawa i handel rozwijały się szczególnie pod koniec XVIII i na początku XIX wieku, a duża część produkcji opuszczała Lanzarote przez port w Arrecife. To jeden z powodów, dla których znaczenie niewielkiej dotąd osady portowej zaczęło szybko rosnąć.
Dobra koniunktura nie trwała jednak wiecznie. Rozwój przemysłowych metod otrzymywania sody sprawił, że naturalny surowiec stopniowo tracił znaczenie. Lanzarote musiała szukać kolejnego produktu, na którym można było zarabiać.
Minęło niemal sto lat od wielkich erupcji z lat 1730–1736, gdy Lanzarote ponownie przypomniała mieszkańcom, że jest wyspą wulkaniczną. W 1824 roku rozpoczęła się nowa seria erupcji, znacznie krótsza i mniejsza od tej, która stworzyła krajobraz Timanfayi.
Aktywność trwała od 31 lipca do 24 października 1824 roku i objęła trzy miejsca. Najpierw uaktywnił się Volcán de Tao, później Nuevo del Fuego – nazywany także Chinero (znajduje się w granicach dzisiejszego Parku Narodowego Timanfaya), a jako ostatni Tinguatón. Powstały nowe kratery i pola lawowe, ale tym razem skala zniszczeń była nieporównywalnie mniejsza niż sto lat wcześniej.
Erupcjom towarzyszyły jednak niezwykłe zjawiska. Szczególnie zapamiętano Tinguatón, gdzie z krateru wydobywała się nie tylko para i materiał wulkaniczny, lecz także woda – zjawisko tak charakterystyczne, że miejsce zaczęto później nazywać Volcán del Clérigo Duarte.
Erupcje z 1824 roku były ostatnimi historycznymi erupcjami na Lanzarote. Od tamtej pory wulkany wyspy pozostają uśpione, choć ich ciepło nadal można odczuć w rejonie Timanfayi.
Przez stulecia najważniejszym miastem Lanzarote było Teguise, położone w głębi wyspy. Arrecife pozostawało niewielką osadą nad oceanem, ale miało coś, czego brakowało dawnej stolicy – naturalny port osłonięty przez rafy i niewielkie wysepki, od których zresztą pochodzi jego nazwa.
W XVIII i na początku XIX wieku znaczenie portu szybko rosło. Przez Arrecife wywożono produkty Lanzarote, m.in. zboże, wino i barillę, a do portu przypływało coraz więcej statków handlowych. Wokół nabrzeża rozwijały się magazyny, warsztaty i zabudowa mieszkalna, a niewielka osada stopniowo przekształcała się w gospodarcze centrum wyspy.
Rozwój handlu przyciągał nowych mieszkańców. Arrecife rosło, podczas gdy położone z dala od morza Teguise traciło część swojego dawnego znaczenia. Coraz wyraźniej było widać, że centrum życia Lanzarote przesuwa się z dawnej feudalnej stolicy w stronę portu.
W XIX wieku tej zmiany nie można było już ignorować. W 1847 roku Arrecife oficjalnie zostało stolicą Lanzarote.
W 1847 roku Arrecife oficjalnie przejęło od Teguise funkcję stolicy Lanzarote. Było to właściwie potwierdzenie zmiany, która dokonywała się już od dziesięcioleci – życie gospodarcze wyspy coraz mocniej koncentrowało się wokół portu.
Arrecife miało bezpośredni dostęp do morza, rozwijający się handel i coraz większą liczbę mieszkańców. Teguise, przez stulecia będące politycznym i administracyjnym centrum Lanzarote, stopniowo traciło swoją dominującą pozycję. Dawna stolica pozostała ważnym ośrodkiem wyspy, ale jej rolę przejęło rozwijające się miasto portowe.
Zmiana stolicy symbolicznie zamykała więc epokę feudalnego Lanzarote skupionego wokół Teguise i otwierała okres, w którym coraz większe znaczenie miały handel, port i kontakty ze światem zewnętrznym.
W połowie XIX wieku Lanzarote znalazła kolejne źródło dochodów – koszenilę. Tym razem cennym towarem nie była jednak roślina, lecz niewielki owad – czerwiec kaktusowy (Dactylopius coccus), hodowany na opuncjach.
Samice owadów zbierano, suszono, a następnie wykorzystywano do produkcji karminu – intensywnego czerwonego barwnika. W czasach, gdy przemysł nie dysponował jeszcze tanimi barwnikami syntetycznymi, naturalna czerwień była bardzo ceniona, między innymi w przemyśle tekstylnym.
Warunki panujące na Lanzarote sprzyjały hodowli koszenili i w drugiej połowie XIX wieku stała się ona ważnym produktem eksportowym wyspy. Plantacje opuncji pojawiały się przede wszystkim w okolicach Guatizy i Mala, a wysuszony surowiec trafiał przez port w Arrecife na rynki europejskie.
Boom nie trwał jednak długo. W drugiej połowie XIX wieku rozwój syntetycznych barwników spowodował gwałtowny spadek zapotrzebowania na naturalny karmin. Dla Lanzarote oznaczało to utratę kolejnego ważnego źródła dochodów.
💡 Czy wiesz, że…?
Koszenila nie jest czerwonym „proszkiem z kaktusa”. To wysuszone owady, z których pozyskuje się karmin. Barwnik ten jest używany również współcześnie – m.in. w żywności i kosmetykach. Można go spotkać pod oznaczeniem E120.
Morze od zawsze było ważne dla mieszkańców Lanzarote, ale od końca XIX i szczególnie w XX wieku rybołówstwo zaczęło odgrywać znacznie większą rolę w gospodarce wyspy. Sprzyjało temu położenie Lanzarote blisko niezwykle zasobnych łowisk u wybrzeży Afryki Północno-Zachodniej.
Najważniejszym ośrodkiem stało się Arrecife, a szczególnie Puerto de Naos. Rozwijała się flota rybacka, powstawały zakłady związane z przetwarzaniem i konserwowaniem ryb, a port dawał zatrudnienie coraz większej liczbie mieszkańców. Ryby nie trafiały już wyłącznie na lokalne stoły – stały się towarem produkowanym i przetwarzanym na większą skalę.
W XX wieku przemysł rybny należał do ważnych filarów gospodarki Lanzarote. Z czasem jego znaczenie zaczęło jednak maleć, m.in. wskutek zmian w dostępie do łowisk u wybrzeży Afryki oraz przemian gospodarczych zachodzących na samej wyspie.
Wkrótce Lanzarote miała bowiem znaleźć zupełnie nowe źródło dochodów. Tym razem nie trzeba było niczego uprawiać ani łowić. Towarem stały się niejako sama wyspa, jej klimat i niezwykły krajobraz.
Jeszcze w połowie XX wieku Lanzarote była wyspą rolników, rybaków i niewielkich miasteczek, znacznie uboższą i spokojniejszą niż dzisiaj. Podróżnych przyciągał niezwykły krajobraz i łagodny klimat, ale prawdziwa turystyczna rewolucja rozpoczęła się dopiero w latach 60. XX wieku.
Ogromne znaczenie miał rozwój komunikacji lotniczej. Lotnisko Lanzarote zaczęło obsługiwać ruch cywilny już wcześniej, ale wraz z jego rozbudową i uruchomieniem regularnych połączeń międzynarodowych w latach 60. wyspa stała się znacznie łatwiej dostępna dla zagranicznych turystów. Zaczęły powstawać hotele, apartamenty i infrastruktura wypoczynkowa, a Puerto del Carmen przekształcało się z niewielkiej osady rybackiej w pierwszy duży kurort Lanzarote.
Turystyka szybko zaczęła zmieniać gospodarkę wyspy. Dawała miejsca pracy i możliwości rozwoju, jakich Lanzarote wcześniej nie miała, ale jednocześnie pojawiło się niebezpieczeństwo, że masowa zabudowa zmieni bezpowrotnie jej krajobraz.
W latach 60., gdy turystyka zaczynała coraz szybciej zmieniać Lanzarote, na wyspę powrócił César Manrique. Po latach spędzonych w Madrycie i Nowym Jorku zobaczył w rodzinnej wyspie coś, czego inni nie zawsze jeszcze dostrzegali – jej surowy, wulkaniczny krajobraz był największym skarbem, jaki posiadała.
Manrique nie sprzeciwiał się turystyce. Przeciwnie – rozumiał, że może ona przynieść mieszkańcom rozwój i lepsze warunki życia. Chciał jednak, aby Lanzarote nie kopiowała kurortów powstających w innych częściach Hiszpanii, lecz wykorzystała własną architekturę, przyrodę i krajobraz.
Wspólnie z Jesus Soto oraz gronem współpracowników zaczął realizować koncepcję wyspy, w której sztuka, architektura i natura miały tworzyć całość.
Powstawały miejsca takie jak Jameos del Agua, Mirador del Río czy później Jardín de Cactus, a tradycyjna biała zabudowa, lokalne materiały i wulkaniczny krajobraz stawały się elementami nowego wizerunku Lanzarote.
Manrique angażował się również w walkę z nadmierną zabudową i reklamami, zabiegał o zachowanie tradycyjnego charakteru miejscowości i przekonywał mieszkańców, że krajobraz nie jest przeszkodą dla rozwoju – jest jego największym atutem.
Nie zrobił tego oczywiście sam i nie wszystkie jego idee udało się zachować. Jednak wpływ Manrique na kierunek, w którym rozwijała się Lanzarote, był tak duży, że dzisiejszej wyspy nie sposób zrozumieć bez jego historii.
👉 Césarowi Manrique poświęciłam osobny artykuł – opowiadam w nim o jego życiu, pomysłach, współpracownikach i miejscach, które pozostawił na Lanzarote.
Dzisiejsza Lanzarote jest rezultatem wszystkich tych historii naraz. Ślady Majos odnajdujemy na stanowiskach archeologicznych, dawne Teguise przypomina o czasach feudalnych, zamki i jaskinie o najazdach piratów, a pola lawy Timanfayi o sześciu latach erupcji, które na zawsze zmieniły wyspę.
W La Gerii nadal wykorzystuje się niezwykły sposób uprawy ziemi, który narodził się z konieczności przystosowania do wulkanicznego krajobrazu. W okolicach Mala i Guatizy wciąż zobaczymy pola opuncji przypominające o czasach koszenili, a portowe Arrecife jest świadectwem epoki handlu i rybołówstwa.
Do tego dochodzi Lanzarote XX wieku – turystyka i dziedzictwo Césara Manrique. Białe miejscowości, ograniczona wysokość zabudowy, brak wielkich billboardów oraz miejsca, w których architektura niemal wtapia się w lawę, sprawiają, że wyspa zachowała charakter odróżniający ją od wielu innych popularnych kierunków wakacyjnych.
I może właśnie dlatego historię Lanzarote najlepiej poznaje się nie tylko czytając o niej, ale podróżując po wyspie. Kolejne miejsca przestają być wtedy jedynie punktami na mapie – okazują się fragmentami tej samej opowieści.
Majos, piraci, wulkany, winnice, porty, Manrique… Lanzarote, którą oglądamy dzisiaj, powstawała przez stulecia.