Ponad 2500 lat temu dwie ekipy kamieniarzy stanęły po przeciwnych stronach góry Kastro na Samos. Miały wykopać tunel długi na ponad kilometr – jedna od północy, druga od południa – i spotkać się wewnątrz góry. Nie było GPS-u, laserów ani nowoczesnych urządzeń pomiarowych. Były proste przyrządy, geometria i obliczenia Eupalinosa z Megary. Po kilku latach pracy oba korytarze rzeczywiście się połączyły. Ale jak Eupalinos wyznaczył ich kierunek? I po co właściwie Samijczycy podjęli się tak niezwykłego przedsięwzięcia?
Starożytne Samos, dzisiejsze Pythagorio, rozwijało się u południowych podnóży góry Kastro. Wody potrzebowało coraz więcej – do picia, publicznych fontann i codziennego funkcjonowania miasta. Problem polegał na tym, że dobre źródło znajdowało się po drugiej stronie góry, w rejonie Agiades. To właśnie ono najprawdopodobniej odpowiada „wielkiemu źródłu”, o którym wspominał Herodot.
Sam Tunel Eupalinosa nie był więc całym wodociągiem, lecz tylko jego najtrudniejszym, środkowym fragmentem. Od źródła woda najpierw pokonywała około 890 m podziemnym przewodem do północnej strony góry. Następnie trzeba było przeprowadzić ją przez masyw Kastro tunelem długości 1036 m, a po jego południowej stronie poprowadzić jeszcze ponad kilometr do miasta. Cały system miał więc ponad 2,5 km długości.
Można było spróbować ominąć górę i poprowadzić akwedukt jej zboczem. Byłoby jednak dłużej, trudniej utrzymać taki przewód w dobrym stanie, a przede wszystkim łatwiej byłoby go przerwać podczas ataku. Dlatego zdecydowano się na rozwiązanie znacznie trudniejsze: przebić górę na wylot i ukryć wodociąg pod ziemią. Zambas uważa, że względy bezpieczeństwa mogły być jednym z najważniejszych powodów wyboru właśnie takiej trasy.
📜 Costas Zambas – inżynier i badacz zabytków, który uczestniczył w pracach restauratorskich Tunelu Eupalinosa w latach 2013–2016. Na podstawie nowych pomiarów i obserwacji zaproponował własną rekonstrukcję sposobu wytyczania i drążenia tunelu.
O człowieku, który zaprojektował jeden z najbardziej niezwykłych tuneli starożytności, wiemy zaskakująco mało. Najważniejszą informację przekazał Herodot: nazywa go Eupalinosem, synem Naustrofosa z Megary. Nie wiemy, gdzie zdobył wiedzę ani jakie inne budowle zaprojektował. Nie zachowały się również jego plany ani opis metod, którymi posługiwał się podczas budowy tunelu.
Eupalinos działał w VI w. p.n.e., w okresie, gdy Samos należało do najbogatszych i najprężniej rozwijających się greckich polis. Przez lata budowę tunelu łączono przede wszystkim z tyranem Polikratesem, rządzącym wyspą w drugiej połowie VI w. p.n.e. Sprawa nie jest jednak tak oczywista. Hermann Kienast, wieloletni badacz akweduktu, na podstawie badań zabytku datował rozpoczęcie budowy na około 550 r. p.n.e. Jeśli miał rację, prace rozpoczęły się jeszcze przed objęciem władzy przez Polikratesa.
Nie wiemy również, czy Eupalinos sam wymyślił wszystkie zastosowane rozwiązania ani ilu specjalistów z nim pracowało. Wiemy natomiast, że przedsięwzięcie wymagało znacznie więcej niż kierowania robotnikami. Trzeba było zbadać teren, wyznaczyć przebieg akweduktu, określić poziom i kierunek tunelu, prowadzić pomiary podczas drążenia oraz reagować na problemy pojawiające się wewnątrz góry. Ślady pozostawione w tunelu pokazują, że jego przebieg był kontrolowany i w razie potrzeby korygowany.
Źródło Agiades znajdowało się na północ od góry Kastro, a starożytne miasto – po jej południowej stronie, nad morzem. Można było poprowadzić wodociąg dookoła masywu, jednak trasa byłaby dłuższa, a biegnący po zboczu przewód łatwiejszy do odnalezienia i zniszczenia podczas ataku. Dlatego zdecydowano się na znacznie trudniejsze rozwiązanie – przeprowadzenie wody przez wnętrze góry. Costas Zambas uważa, że bezpieczeństwo mogło być jednym z najważniejszych powodów takiego wyboru.
Tunel Eupalinosa był tylko częścią całego systemu. Od źródła woda pokonywała około 890 m do północnego wejścia, następnie 1036 m przez górę, a po jej południowej stronie płynęła dalej pod ziemią do starożytnego miasta.
Wyznaczenie osi tunelu na powierzchni było dopiero początkiem. Kiedy robotnicy weszli w głąb góry, nie widzieli już punktów pomiarowych ustawionych na jej stokach. Trzeba było znaleźć sposób, aby wyznaczony wcześniej kierunek przenieść do wnętrza tunelu i kontrolować go podczas kolejnych metrów drążenia.
Costas Zambas uważa, że Eupalinos mógł wykorzystać do tego światło. Po północnej stronie w odpowiednio wyznaczonym punkcie na przeciwległym zboczu ustawiano nocą źródło światła. Robotnicy, patrząc z wnętrza powstającego tunelu w stronę wejścia, mogli widzieć je w oddali. Dopóki światło pozostawało dokładnie na wyznaczonej osi, wiedzieli, że drążą we właściwym kierunku. Co ważne, północny punkt świetlny znajdował się również na poziomie podłogi tunelu, dzięki czemu pozwalał kontrolować jednocześnie kierunek i wysokość.
Po stronie południowej sytuacja była trudniejsza ze względu na dużą różnicę w wysokości terenu. Zambas przypuszcza, że odpowiedni punkt świetlny mógł znajdować się na wysokiej, około 45-metrowej drewnianej konstrukcji ustawionej w kierunku morza. Światło obserwowane z ciemnego tunelu tworzyłoby wówczas daleki punkt odniesienia.
Problem pojawił się po stronie północnej. W miarę drążenia, do tunelu zaczęła napływać woda – była obecna już znacznie wcześniej, ale z czasem jej ilość stała się na tyle duża, że utrudniała dalsze prace. Zambas przypuszcza, że właśnie dlatego podłogę korytarza zaczęto prowadzić stopniowo ku górze, aby woda mogła odpływać od miejsca, w którym pracowali górnicy. W pewnym momencie poziom podłogi znajdował się już około 2,4 m wyżej niż wcześniej.
To pociągnęło za sobą kolejny problem. Wznosząca się podłoga utrudniała obserwację północnego punktu świetlnego, a woda zwiększała wilgotność wewnątrz tunelu. Przy słabej wentylacji powietrze stawało się zamglone i światło w oddali przestało być widoczne. Według Zambasa właśnie utrata tego punktu odniesienia mogła zmusić Eupalinosa do zmiany pierwotnego planu prowadzenia północnego korytarza.
Wszystko to są hipotezy, żadne rozwiązanie nie jest potwierdzone archeologicznie.
Im bliżej siebie znajdowały się obie ekipy, tym większe znaczenie miał nawet niewielki błąd pomiaru.
Południowy korytarz przez około 393 m biegł niemal idealnie prosto. Następnie jego kierunek zmieniono o około 32° na wschód, wydrążono jeszcze 30 m i na tym zakończono prace od tej strony.
Ostatni odcinek tunelu północnego nie biegnie już prosto. Około 30 m przed końcem korytarza południowego zaczyna kilkukrotnie zmieniać kierunek w płaszczyźnie poziomej. Ten końcowy, krzywoliniowy fragment ma 43,9 m długości.
Skąd robotnicy wiedzieli, że są już blisko? Zambas przypuszcza, że w ostatniej fazie mogli słyszeć uderzenia narzędzi drugiej ekipy i na ich podstawie korygować kierunek.
Zmiany widać również w pionie. Na ostatnich 27 m przed miejscem spotkania północny korytarz wyraźnie wznosił się ku górze. W efekcie jego strop znalazł się około 2,5 m wyżej niż strop tunelu południowego. Zambas wiąże tę różnicę z układem warstw skalnych i obawą przed zawaleniem podczas przebicia. Nie wyjaśnia jednak szczegółowo, w jaki sposób zabezpieczono się przed ewentualnym minięciem obu korytarzy w pionie.
Inaczej interpretuje ten fragment Hermann Kienast, autor najważniejszego opracowania archeologicznego Tunelu Eupalinosa. Według jego rekonstrukcji przed planowanym spotkaniem celowo zwiększono wysokość obu korytarzy. Od północy pozostawiono podłogę na tym samym poziomie, a stopniowo podnoszono strop – łącznie o około 2,5 m. Od południa zrobiono odwrotnie: zachowano poziom stropu, a podłogę obniżono o około 0,6 m. Dzięki temu powstała większa pionowa przestrzeń, w której oba korytarze mogły się przeciąć nawet przy niewielkiej różnicy wysokości.
Która interpretacja jest właściwa? Tego nie możemy dziś rozstrzygnąć. Znamy kształt tunelu, ale możemy jedynie rekonstruować, dlaczego Eupalinos zdecydował się właśnie na takie rozwiązania.
Najważniejsze, że plan się powiódł – oba korytarze zostały połączone wewnątrz góry. Ich przebieg w pobliżu miejsca spotkania pokazuje jednak, że sukces nie polegał wyłącznie na idealnej dokładności pomiarów. Według Zambasa część widocznych dziś odchyleń była zamierzona, inne mogły wynikać z konieczności reagowania na problemy pojawiające się podczas drążenia. Eupalinos potrafił nie tylko zaplanować niezwykle trudne przedsięwzięcie, ale także modyfikować plan wtedy, gdy warunki wewnątrz góry tego wymagały.
W pewnym momencie pomiędzy ekipami pozostała już tylko cienka warstwa skały. Ostatnie uderzenia kilofów otworzyły przejście i dwa drążone niezależnie korytarze stały się jednym tunelem.
Miejsce ich spotkania zachowało się do dziś i doskonale pokazuje, że oba odcinki nie zeszły się jak dwie idealnie dopasowane linie. Korytarze łączą się pod różnymi kątami i na różnych wysokościach – są tu widoczne wszystkie korekty, które wykonywano w ostatniej fazie prac.
Najważniejsze jest jednak to, że po około kilometrze drążenia przez wnętrze góry, bez możliwości sprawdzenia położenia drugiej ekipy, Eupalinos doprowadził oba tunele do skutecznego połączenia.
Sam wielki tunel nie był kanałem, którym płynęła woda. Był przede wszystkim korytarzem roboczym i komunikacyjnym. Wzdłuż jego wschodniej ściany wykuto znacznie węższy rów, a dopiero na jego dnie ułożono ceramiczne rury doprowadzające wodę ze źródła Agiades do miasta.
Było to konieczne, ponieważ główny tunel biegnie niemal poziomo. Aby woda mogła płynąć grawitacyjnie, dno rowu stopniowo obniżano – od około 4 m poniżej podłogi tunelu na północy do nawet 8–9 m w części południowej. W efekcie ludzie mogli poruszać się głównym korytarzem, a woda płynęła kilka metrów pod ich stopami.
To właśnie ten głęboki rów z ceramicznym wodociągiem był właściwym sercem całej konstrukcji.
System zbudowany w VI w. p.n.e. służył mieszkańcom Samos przez ponad tysiąc lat. W tym czasie był naprawiany i przebudowywany, a ceramiczne rury wymieniano, gdy przestawały prawidłowo działać. Z czasem ich wnętrza coraz bardziej zarastały osadem wapiennym, który zmniejszał przepływ wody.
Ostatecznie akwedukt przestał pełnić swoją pierwotną funkcję, ale sam tunel nadal był wykorzystywany. W późniejszych wiekach służył m.in. jako schronienie dla mieszkańców. Świadczą o tym znalezione wewnątrz fragmenty naczyń, lampki oliwne i monety.
Dopiero wiele stuleci później zapomniana konstrukcja ponownie zainteresowała badaczy – i rozpoczęła się historia jej odkrywania na nowo.
Z czasem system doprowadzający wodę przestał działać, ale sam tunel nie został porzucony. W VII wieku n.e., gdy Samos było narażone na najazdy, jego wnętrze zaczęto wykorzystywać jako miejsce schronienia. W części tunelu wykonano wówczas dodatkowe zabezpieczenia i przystosowano go do nowych potrzeb.
O obecności ludzi świadczą znaleziska archeologiczne – lampki oliwne, naczynia i monety. Tunel, który ponad tysiąc lat wcześniej powstał po to, by dostarczać miastu wodę, otrzymał więc zupełnie nowe zadanie: miał chronić jego mieszkańców.
Przez wiele stuleci o Tunelu Eupalinosa niemal zapomniano. Jego poszukiwania rozpoczęły się na dobre w XIX wieku. W 1853 roku francuski podróżnik i archeolog Victor Guérin odnalazł źródło w Agiades oraz około 400-metrowy fragment podziemnego wodociągu prowadzącego w stronę góry. Nie dotarł jednak do właściwego tunelu.
Przełom nastąpił w 1882 roku, kiedy mnisi Kyrillos i Theofanis odnaleźli wejścia do tunelu. Wkrótce rozpoczęły się pierwsze pomiary i badania – Ernst Fabricius sporządził m.in. rysunki tunelu oraz miejsca, w którym spotkały się dwie ekipy starożytnych budowniczych.
Na pełne poznanie konstrukcji trzeba było jednak poczekać jeszcze niemal sto lat. W latach 70. XX wieku tunel został oczyszczony i systematycznie przebadany przez archeologów Niemieckiego Instytutu Archeologicznego. To właśnie te badania pozwoliły odtworzyć przebieg niezwykłego wodociągu Eupalinosa.
Zwiedzając tunel, zobaczysz przede wszystkim wąski, wykuty ręcznie korytarz, którym ponad 2500 lat temu posuwały się dwie ekipy robotników. W wielu miejscach dobrze widać nierówności skały, zmiany kierunku oraz fragmenty starożytnych obudów wzmacniających ściany i strop.
Wzdłuż jednej ze ścian biegnie głęboki rów wodociągowy – ten sam, na którego dnie ułożono ceramiczne rury. W niektórych miejscach można zajrzeć w jego wnętrze i zobaczyć, jak znacznie schodzi poniżej poziomu głównego korytarza.
Najciekawsze są jednak miejsca, w których konstrukcja zdradza sposób pracy starożytnych budowniczych: zakręty i korekty przebiegu tunelu, oznaczenia pozostawione na ścianach oraz punkt spotkania dwóch korytarzy drążonych z przeciwnych stron góry. To właśnie tutaj rozwiązania, o których czytaliśmy wcześniej, można zobaczyć w samej skale.
Aby przyspieszyć budowę, tunel zaczęto drążyć jednocześnie od północy i od południa. Jedna ekipa weszła w górę od strony źródła Agiades, druga od strony miasta. Każda miała przed sobą około pół kilometra litej skały – i żadna nie mogła zobaczyć, co robią ludzie pracujący po przeciwnej stronie.
To właśnie dlatego przedsięwzięcie było tak niezwykłe. Samo wykucie tunelu było ogromnym wysiłkiem, ale największym wyzwaniem było wyznaczenie obu ekipom kierunku i poziomu tak precyzyjnie, aby po setkach metrów pracy spotkały się wewnątrz góry.
Herodot zwrócił uwagę właśnie na tę cechę budowli, określając tunel jako „amphistomon” – drążony z dwóch stron. Nie wyjaśnił jednak, jak Eupalinos tego dokonał. I tu zaczyna się najciekawsza część historii.
To był najtrudniejszy problem całego przedsięwzięcia. Eupalinos nie mógł przecież poprowadzić prostej linii przez górę i sprawdzić, czy oba wejścia leżą dokładnie naprzeciw siebie. Najpierw musiał więc wyznaczyć przebieg tunelu na powierzchni Kastro, a następnie przenieść ten kierunek pod ziemię.
Jak dokładnie to zrobił? Tego nie wiemy. Costas Zambas zaproponował jednak interesującą rekonstrukcję. Według niego na stokach góry mogła powstać seria drewnianych konstrukcji pomiarowych, ustawianych w regularnych odstępach. Ich poziome belki były starannie poziomowane, a kolejne punkty ustawiano w jednej płaszczyźnie. W ten sposób można było wyznaczyć na powierzchni góry linię łączącą obie strony masywu, dokładnie określić miejsca wejść oraz długość planowanych odcinków tunelu.
Nie byłyby to więc „wieże”, po których przeciągnięto linę przez szczyt. Konstrukcje miały służyć jako kolejne punkty pomiarowe, dzięki którym Eupalinos mógł kontrolować kierunek mimo nierównego terenu.
To jednak tylko hipoteza. Nie odnaleziono dotąd archeologicznych pozostałości takich konstrukcji, a sam Zambas podkreśla, że ich istnienie należałoby dopiero zweryfikować badaniami powierzchni góry.
W ten sposób Eupalinos mógł wiedzieć gdzie zacząć i w jakim kierunku ruszyć. Pozostawał jeszcze trudniejszy problem: jak utrzymać tę linię, kiedy ekipy znalazły się już głęboko wewnątrz góry?