Byłem silny i bezwzględny / pokonałem wielkich tego świata / dopadła mnie klątwa przodków / zabiła krucha i niezrównoważona kobieta. To, tak w wielkim skrócie. I nie, żeby roztkliwiać się nad sobą jak płacząca nad losem niewiasta, ale żebyś wiedział, że nie zawsze i nie na wszystko masz wpływ. 

Opowiem Ci swoja historię, a zacznę od… pradziadka.

 

Moim pradziadkiem był Tantal, syn Zeusa. Podobno bardzo lubiany wśród innych bogów. Często bywał na ucztach, widział jak ci się zabawiają i o jakich głupotach gadają. Po kilkuset latach zaczął tracić do nich szacunek. Miał dość oglądania spitych i gadających głupoty krewnych. Wpadł na szatański pomysł wypróbowania ich „boskości”.

 

Na jedną z uczt, na górze Olimp, samodzielnie przygotował dania - wspaniałości, których nie powstydziłby się żaden z ówczesnych, ale i współczesnych najlepszych kucharzy świata. Bogowie, zasmakowawszy owych smakołyków, prosili wciąż o inne i o coraz więcej. A, ponieważ plan mojego pradziadka był taki, żeby sprawdzić boskość bogów, na koniec uczty, podał pieczeń z własnego syna – Pelopsa.

Wiem z opowieści, że został później wskrzeszony na polecenie samego Zeusa.

Ojcem moim był Atreusz. Tantal wygnał go razem z bratem, Tiestesem za zabicie ich przyrodniego brata, Chryzypa.

 

Swoją drogą, jeśli mógłbym powiedzieć, że kogoś mi szkoda, to właśnie Chryzypa.

 

Opowiem Wam dlaczego:

 

Do dworu Pelopsa przyjechał kiedyś Lajos, król Teb. Goszczony, jak przystało na władcę, odwzajemnił się w sposób haniebny. Zakochał się w młodym Chrysipposie. Porwał w czasie Igrzysk Nemejskich i zabrał do Teb. Tam zrobił sobie z niego kochanka. Gdy się nim znudził wyrzucił jak zużyty przedmiot. Wrócił do ojca, Pelopsa. Tu czekała na niego śmierć. Hippodameja, moja babcia a jednocześnie żona Pelopsa, z obawy, że pasierb zabierze władzę jej synom, Atreuszowi i Tyestesowi, namówiła ich aby go zabili.

 

Pelops długo nie mógł się pogodzić ze śmiercią syna. Strasznie to przeżył. Gdy wyszło na jaw kto zabił Chrysipposa, nie zastanawiając się długo, wyrzucił z królestwa obu morderców, Atreusza (czyli mojego ojca) i Tystesa, nie zważając na to, że są jego synami.

 

Gdy jako dziecko słuchałem owych opowieści, nie spałem później całą noc, albo zasypiałem z poczuciem krzywdy. Lata jednak zrobiły swoje. Nie tylko oswoiłem się z historią przodków, ale wychowałem się na nich. Ludzka śmierć przestała być mi obca. Sprawiedliwość? Litość? Życzliwość? To dla słabeuszy. Nauczyłem się nie okazywać współczucia, wszak wygrywa najsilniejszy.

 

Postanowiłem, że nigdy nie będę okazywać słabości. Będę bezwzględnie, a jeśli zajdzie taka potrzeba, także po trupach, dążyć do władzy.

 

To motto przyświecało mi do końca moich dni.

Ojcem moim był Kronos.

Ktoś kiedyś przepowiedział mu, że jedno z jego dzieci pozbawi go królestwa. A ponieważ miał wielkie parcie na władzę, nie dopuszczał do siebie myśli, że może ją stracić. Postanowił więc pozbywać się każdego z potomka.

 

Na nic zdała się miłość rodzicielska. Na nic też okazał się ból matki, gdy każde z jej nowonarodzonych dzieci było unicestwiane.

 

Najważniejsze było utrzymanie przez Kronosa królowanie nad światem.

 

Mnie, jak i moje starsze rodzeństwo, czyli Hadesa, Herę, Demeter i Hestię, a później także resztę z jedenastu młodszych rodzeństwa, oprócz  Zeusa, najzwyczajniej w świecie połknął jak wieczorną tabletkę na sen.

 

Nie pamiętam z tego okresu zupełnie nic. Czas ten odbieram jakbym zapadł w nicość.

Moje świadome postrzeganie prawdy i rzeczywistości, uaktywnił dopiero moment oswobodzenia z wnętrzności Kronosa.

 

Zeus, dzięki odwadze naszej matki Rei, nie został połknięty. Gdy dorósł, był na tyle odważny i waleczny, że sprzeciwił się własnemu ojcu. Oswobodził mnie i resztę rodzeństwa z brzucha ojca.

 

Jako, że byliśmy bogami, odrodziliśmy się na nowo i podjęliśmy trudną, ale zwycięską walkę.

 

Pokonaliśmy własnego ojca.

I chociaż brzmi to paradoksalnie, tym samym odzyskaliśmy też niezależność.

 

Wasze współczesne źródła informują, że ciągnąłem losy z Zeusem i Hadesem o podział władzy i, że Zeus, jako najpotężniejszy wygrał panowanie nad ziemią.

 

Prawda jest taka, że od zawsze umiałem panować nad żywiołem wód wszelakich. Wszelkie trudne sytuacje, czy to na lądzie, jak chociażby trzęsienia ziemi, czy sztormy na morzu, umiałem wstrzymać jednym podniesieniem ręki.

 

Tak więc najbardziej zawikłane i niezrozumiałe sytuacje na lądzie i wodzie wybrałem dla siebie.

 

Nie zawsze byłem doceniany. Nie postawiono mi połowy świątyń, jakie ma moje rodzeństwo, z czego Artemida wiedzie chyba prym, to jednak właśnie do mnie modlono się w najtrudniejszych sytuacjach.

 

Dlaczego? Grecja leży na wyjątkowo trudnym podłożu tektonicznym.

 

Wy, dzisiejsi turyści, lubicie odwiedzać nasze ziemie. Doceniacie klimat, przyrodę, smak owoców oraz historię. Mało jednak wiecie, zwyczajnie przez własną arogancję i głupotę, że niełatwy żywot jest na greckiej, także tej współczesnej ziemi.

Posejdon - choć jestem znanym bogiem, to wciąż niedocenianym


 

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany — dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

z pewnością zaciekawi Cię także


 

Zapewne Wam, współczesnym śmiertelnikom wydaje się, że Bóg ma życie usłane różami, że wszystko i wszyscy leżą u jego stóp.

 

Nic bardziej mylnego. Dokładnie tak samo jak Wy, często musimy walczyć o wpływy i władzę - tak też było z Polis, zwanych dziś Atenami.

 

Zarówno Atena, jak i ja, szybko zorientowaliśmy się, że owo Polis (przez Was współcześnie nazywane miastem, choć w moich czasach oznaczało miasto-państwo, czyli mające własną suwerenność) ma ogromny potencjał. Każde z nas chciało aby się rozwijało i stało się ogromną i silną potęgą.

 

Ówczesny władca, Kekrops postanowił oddać Polis w opiekę temu bogu, który odda cenniejszy dla ludności dar. Oceniać miał jednak samodzielnie.

 

Do pojedynku stawiłem się ja i Atena. Jako władca głównie mórz i oceanów postanowiłem dać to, nad czym mam największą władzę. Uderzyłem więc w kamień, z którego wytrysnęła woda morska. Atena natomiast uderzyła włócznią w ziemię. Natychmiast w tym miejscu wyrosło drzewo oliwne.

 

Jak wiecie, Kekrops wybrał Atenę i miasto, od jej imienia,  nazwał Atenami. Czy dobrze dla Polis? Śmiem wątpić; wszak historia wskazuje ile miasto to wycierpiało na przestrzeni tysięcy lat.

 

Po tym wszystkim zaszyłem się na środku Morza Śródziemnego w pałacu z dachem z muszli z których często wyłaniały się perły. Okna były z bursztynu a ściany z najpiękniejszych kwiatów wodnych. Wokół mojego zamku zawsze krążyło wiele delfinów i Nereid, czyli pięknych nimf wodnych.

 

Jedna z Nereid spodobała mi się szczególnie. Amfitryta, bo tak jej było na imię, najpierw mi się opierała. Jednak gdy zobaczyła moje bogactwo i władzę, szybko stałem się jej ukochanym mężem. Uwielbialiśmy wspólnie przemierzać wody na złotym rydwanie zaciągniętym w hippokampy, czyli pół konie, pół ryby.

 

Mam sporo dzieci, niektóre z żoną Amfitrytą. Trudno je dziś wszystkie wymienić. Dlatego pozwólcie, że pominę temat potomstwa.

 

Byłem władcą sprawiedliwym i gdy widziałem krzywdę, pomagałem.

Oto kilka przykładów:

  • Zobaczyłem, że okolice Troi pustoszył morski potwór imieniem Ketos. Zesłałem go w niebyt.
  • Innym razem Amymone, chcąc upolować rybę, trafiła strzałą w satyra. Ten wściekły począł ją gonić. Gdy wezwała mnie, szybko zareagowałem: zabiłem demona. Z Amymone polubiliśmy się. Przeżyliśmy wspólnie kilka upojnych chwil.
  • Jeśli wybieracie się na piękną wyspę Delos, to powinniście wiedzieć, że jest ona moim dziełem. Stworzyć dla Leto miejsce, gdzie mogła w spokoju urodzić Apolla i Artemidę, jak wiecie ważnych i ciekawych bogów greckich.

Agamemnon - byłem wielkim wojownikiem, zamordowanym przez kruchą kobietę


 

książki o Grecji

pamiątki z Grecji

grecka mitologia

wspomnienia Zeusa

kierunki

najnowsze greckie przeboje

greckie przeboje

wakacje z nastolatką

No właśnie, nie musiałem uczyć się sztuki walki... Egeusz, ojciec lub ojczym, tego tak na prawdę nie wie nikt, jeszcze przed moimi narodzinami zostawił dla mnie, pod ciężkim i ogromnym głazem sandały i miecz. Jako młodzieniec bez trudu podniosłem wielki kamień, chociaż inni próbowali bezskutecznie i wydobyłem pozostawione dla mnie skarby. Miałem w sobie wolę walki, ale i możliwości  mocno wykraczające poza możliwości najwaleczniejszych rówieśników.  Pokonałem:

  • olbrzymiego syna Hefajstosa - Perifetesa, który zabijał ludzi bez opamiętania,
  • Sinisa - czyli dziwoląga, dla którego zabawą było przywiązywanie ludzi do nagiętej sosny, po której puszczeniu człowiek rozszarpany był dosłownie na strzępy,
  • dziką świnię Fai, która siała wiele szkód ale i napadała na ludzi,
  • łotra, który zmuszał ludzi do mycia swych brudnych  i śmierdzących nóg, by potem zrzucić ze skały na pożarcie przez olbrzymiego żółwia,
  • siłacza Mickuna,
  • Prokrustesa, który miał dwa łoża: duże i małe: na wielkim kładł niskich podróżnych, by rozciąganiem, czyli dopasowywaniem do mebla - rozrywać, a na małym łożu kładł dużych podróżnych, którym obcinał wystające członki.

Najsłynniejszym  moim dokonaniem było pokonanie Minotaura w labiryncie w Knossos. Minos, syn Zeusa, ale też ówczesny wielki król Krety, miał syna Androgeosa. Ów młody człowiek zginął w Atenach w jednym z modnych w tamtych czasach, corocznych  walkach z bykami. W ogromnej rozpaczy, Minos kazał słynnemu architektowi imieniem Ikar, zbudować podziemny labirynt. Wtrącił tam Minotaura, pół człowieka - pół byka, którego powiła jego małżonka po zdradzie z bykiem (wiem, dziś może to Was brzydzić, ale wtenczas związki człowieka ze zwierzęciem nie były niczym odosobnionym). Król Minos, w ogromnym bólu, co dziewięć lat kazał sobie przywozić z Aten siedmiu młodzieńców i siedem dziewcząt. W trzecim okręcie zabrałem się i ja. Nie miałem planu. Wiedziałem tylko, że nie mogę pozwolić by ta okropna rzeź trwała dłużej. Los mi sprzyjał. Po wyjściu na ląd, zakochała się we mnie Ariadna, córka Minosa. Obmyśliła plan, zgodnie z którym po pokonaniu minotaura, po nitce w kłębku trafiłem do wyjścia.

Popełniałem błędy. Największym było zapomnienie. Umówiłem się z Egueszem ojcem/ojczymem, że wracając po walce z Minotaurem na Krecie, na powrotnym statku podniosę białe żagle, jeśli wracać będę zwycięski, czarne natomiast, jeśli potwór mnie pokona. Zapomniałem... Egeusz, który mnie wychował, oddał serce i czas, zdając sobie sprawę, że może nie jestem potomkiem z jego nasienia, rzucił się w rozpaczy widząc czarne żagle na znanym mu statku. Cóż mogę dodać... Chyba wolałbym stracić życie w jednej z wymienionych wyżej walk. Nikomu nie życzę przeżywać tego, co czułem tamtego wieczoru. Nie uśmierza bólu fakt, że do dziś, czyli ogrom wieków po tamtym wydarzeniu, Sunion - królestwo mego kochanego ojca, przyjmuje turystów właśnie o zachodzie słońca. Po śmierci Egeusza zostałem królem Attyki. Scaliłem skłócone królestwa i wyznaczyłem Ateny na ich stolicę. Ustanowiłem Wielkie i Małe Panatenaje, jako największe narodowe święto. Niedługo po tym, zrzekłem się władzy, wyruszyłem na wojnę z Amazonkami. Długo by opowiadać, ale ta wojna nie przyniosła chluby nikomu. Mając na karku prawie 50 lat, uprowadziłem piękną Helenę. Była wtenczas kwitnącym dzieciątkiem, miała niespełna 10 lat. A jednak zakochała się we mnie. Byłem jej pierwszym kochankiem. Słynna fanfatal tak naprawdę była kruchym dziewczęciem, wrażliwym na każdy bodziec.